Na Mazowszu ubywa aptek i farmaceutów. Z najnowszych danych Urzędu Statystycznego w Warszawie wynika, że w 2024 roku w regionie działało 1548 aptek ogólnodostępnych oraz 124 punkty apteczne. To spadek w porównaniu z rokiem 2023 – odpowiednio o 1,6% i 0,8%.
Najmniej problemów z dostępem do leków mają mieszkańcy Ostrołęki – na jedną aptekę przypada tam niespełna 2 tysiące osób. Znacznie gorzej sytuacja wygląda w Warszawie i Płocku (ponad 3 tysiące osób na aptekę), w Radomiu (2,8 tys.) oraz w Siedlcach (2,5 tys.). Na terenach wiejskich jest najtrudniej – tam jedna apteka obsługuje średnio aż 5,5 tysiąca mieszkańców.
– Kilka metrów i mam ratunek, że mogę kupić lek – mówi jedna z mieszkanek Mazowsza. – Dzięki temu, że aptek jest dużo, są bardziej dostępne. Nie trzeba jechać na drugi koniec miasta – dodaje inna.
Tymczasem tradycyjne apteki coraz częściej ustępują miejsca internetowym. – Zamknięcia wynikają z malejącej rentowności. Stałe, niskie marże sprawiają, że wiele placówek nie jest w stanie utrzymać wykwalifikowanego personelu – tłumaczy Adam Olszewski, magister farmacji.
Problemem jest również brak kadr. W 2024 roku w mazowieckich aptekach i punktach aptecznych pracowało łącznie 8121 osób – o 10% mniej niż rok wcześniej. – Szczególnie brakuje magistrów i techników farmacji – wylicza Marcin Kałuski z Urzędu Statystycznego.
O wznowienie działalności walczą właściciele zamkniętych aptek, m.in. w Glinojecku. – Od lat obserwujemy spadek liczby aptek w Polsce. To efekt nieprecyzyjnych przepisów, uznaniowych decyzji administracyjnych i tzw. rękojmi. Skutki są dramatyczne: zamknięte apteki, pacjenci pozbawieni leków, medykamenty kierowane do utylizacji i właściciele z problemem na całe życie – podkreśla Jerzy Mazurek, magister farmacji, prezes stowarzyszenia „Apteka Zamknięta”.
Źródło: warszawa.tvp.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze