Reprezentacja Polski przegrała z Islandią 23:31 (10:13) w swoim drugim meczu fazy grupowej mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych. Spotkanie rozegrano w Kristianstad i choć biało-czerwoni długo walczyli ambitnie, w drugiej połowie zostali brutalnie sprowadzeni na ziemię.
Początek dawał nadzieję. Gola otwarcia zdobył Michał Olejniczak, Polacy grali odważnie, a defensywa w ustawieniu 5–1 przez moment wytrącała rywali z rytmu. Skuteczny z rzutów karnych był Piotr Jarosiewicz, a Miłosz Wałach w bramce notował bardzo dobre interwencje, osiągając chwilami aż 50 procent skuteczności.
Mecz długo był wyrównany, ale Islandczycy – uznawani za jednego z faworytów turnieju – konsekwentnie wykorzystywali każdy błąd Polaków. Problemy ze skutecznością i brak zimnej krwi w kluczowych momentach sprawiły, że przed przerwą rywale odskoczyli na trzy bramki.
Po zmianie stron obraz gry szybko się pogorszył. Dwa skuteczne rzuty Arkadiusza Moryty nie wystarczyły, by odwrócić losy spotkania. Przy stanie 12:18 Polacy, grając w przewadze, popełnili dwa faule w ataku – moment, który definitywnie podciął skrzydła drużynie. Islandia bezlitośnie powiększała przewagę, trafiając nawet do pustej bramki.
Na niespełna kwadrans przed końcem było już 15:25. Dziesięć bramek straty nie pozostawiało złudzeń. Frustracja na trybunach rosła, a każda kolejna minuta tylko potwierdzała bezradność biało-czerwonych. Ostatecznie Polska przegrała różnicą ośmiu goli – drugą porażką na turnieju, która dramatycznie komplikuje walkę o awans.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Omar Magnusson, który był jednym z symboli islandzkiej dominacji.
We wtorek o godzinie 18.00 Polacy zagrają z Włochami. To spotkanie może zadecydować o być albo nie być reprezentacji na mistrzostwach Europy. Jeśli zabraknie poprawy – marzenia o awansie mogą się zakończyć szybciej, niż ktokolwiek chciałby się spodziewać.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze