Świat rocka stracił jedną ze swoich cichych, ale fundamentalnych postaci. Dave Mason – gitarzysta, wokalista i kompozytor – zmarł 19 kwietnia w wieku 79 lat. Współtwórca legendarnej formacji Traffic przez dekady pozostawał artystą, który nie zabiegał o pierwsze strony gazet, ale miał ogromny wpływ na brzmienie kilku pokoleń muzyków.
Informacja o śmierci Masona została podana dopiero trzy dni później. Jak przekazała rodzina, artysta odszedł spokojnie, w swoim domu, po zwyczajnym, niemal idyllicznym dniu. Po kolacji przygotowanej wspólnie z żoną Winifred, usiadł w ulubionym fotelu i zdrzemnął się, mając u stóp swojego psa.
Bliscy opisali tę chwilę jako niezwykle spokojną i wręcz „bajkową” – w otoczeniu ukochanej przez muzyka doliny Carson Valley. Bez dramatyzmu, bez pośpiechu. Tak, jak żył – na własnych zasadach.
Kariera Masona zaczęła się w latach 60., kiedy współtworzył Traffic wraz ze Steve Winwood, Jim Capaldi i Chris Wood. Zespół zapisał się w historii dzięki albumom takim jak Mr. Fantasy czy Traffic.
Choć grupa nie przetrwała długo, napięcia wewnętrzne – jak po latach wspominał Mason – doprowadziły do jego odejścia. Różnice artystyczne były wyraźne: jego bardziej melodyjne, przystępne kompozycje nie wpisywały się w wizję reszty zespołu.
Jednym z najważniejszych utworów Masona pozostaje Feelin' Alright? – piosenka, która zyskała drugie życie dzięki interpretacji Joe Cocker. Sam autor przyznawał z dystansem, że jego wersja nigdy nie zdobyłaby takiej popularności.
Po odejściu z Traffic jego kariera przybrała kierunek pełen niezwykłych współprac. Grał z Jimi Hendrix, Eric Clapton, Paul McCartney czy George Harrison. Jego gitarę można usłyszeć m.in. w „All Along The Watchtower” czy „Street Fighting Man” zespołu The Rolling Stones.
W latach 90. Mason dołączył do Fleetwood Mac na zaproszenie Mick Fleetwood. Był to moment przejściowy dla zespołu, po odejściu Lindsey Buckingham i Stevie Nicks. Wspólnie nagrali album Time, który jednak nie spotkał się z uznaniem fanów.
Sam Mason odnosił się do tego okresu z charakterystycznym spokojem i dystansem, uznając powrót klasycznego składu za najlepsze możliwe rozwiązanie.
Ostatnie lata życia nie były dla niego łatwe. Problemy zdrowotne, w tym poważna wada serca wykryta podczas trasy w 2024 roku, zmusiły go do wycofania się ze sceny. Choć próbował wracać do koncertowania, ostatecznie nie udało mu się już wystąpić przed publicznością.
Pozostawił po sobie nie tylko bogaty dorobek muzyczny, ale też historię artysty, który nigdy nie gonił za sławą – a mimo to stał się częścią samego rdzenia rockowej historii.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze