Podczas sobotniego wystąpienia na Forum Obrony im. Ronalda Reagana sekretarz obrony USA Pete Hegseth ogłosił, że amerykańska polityka zagraniczna wchodzi w nowy etap. Według niego czas epoki „pobożnych życzeń” minął bezpowrotnie, a Waszyngton musi kierować się „realizmem opartym na sile i interesie narodowym”. W tym kontekście wyróżnił Polskę jako przykład państwa poważnie traktującego własne bezpieczeństwo.
Koniec epoki interwencji i „naprawiania świata”
Hegseth ostro skrytykował podejście dominujące w USA po zakończeniu zimnej wojny. Przekonywał, że kolejne administracje – niezależnie od barw politycznych – wikłały się w kosztowne projekty budowania demokracji, niekończące się misje wojskowe czy ambitne koncepcje „cywilizowania” odległych regionów.
Jak podkreślił, Ameryka nie może pozwalać sobie na dalsze rozpraszanie energii:
„Porzucamy interwencjonizm, globalne moralizatorstwo i wojny bez jasno określonych celów. Działamy tam, gdzie w grę wchodzą nasze realne, namacalne interesy”.
Twarda linia wobec przestępczości i nowe zadania dla wojska
Szef Pentagonu przywołał niedawną operację przeciw przemytnikom narkotyków na Karaibach, w której zatopiono serię łodzi. Wskazał, że kolejnych podobnych działań należy się spodziewać również na południowej granicy USA. Zapowiedział m.in. specjalne szkolenia jednostek wojskowych mających zabezpieczać przestrzeń lądową, powietrzną i morską na styku z Meksykiem.
„Kto spróbuje wwozić narkotyki do USA drogą morską, musi liczyć się z tym, że go znajdziemy” – ostrzegł.
Chiny: ostrożność zamiast konfrontacji
Zaskakująco łagodne brzmiały słowa Hegsetha o Chinach. Zaznaczył, że administracja stawia na „stabilny pokój”, równy dostęp do rynków i relacje oparte na wzajemnym szacunku. Jednocześnie podkreślił, że Pentagon realistycznie ocenia tempo chińskiej rozbudowy militarnej, ale nie zamierza demonizować Pekinu.
Kwestia obciążeń sojuszniczych: pochwała dla Polski
Hegseth wrócił także do tematu podziału obowiązków w ramach sojuszy. Z uznaniem mówił o tych państwach, które poważnie potraktowały wcześniejsze amerykańskie wezwania do zwiększenia nakładów na obronę – szczególnie o Polsce, Niemczech i Korei Południowej.
Polska, według niego, stanowi przykład odpowiedzialnego podejścia i argument, że sojusze powinny opierać się na partnerskiej równowadze:
„Sojusznicy nie są dziećmi. Mają własne zobowiązania i powinni ich dotrzymywać”.
Geopolityczny zwrot ku własnemu podwórku
Przemówienie wyraźnie wskazywało, że USA zamierzają skoncentrować swoją uwagę na obronie zachodniej hemisfery. Sprawy bezpieczeństwa w innych częściach globu – sugerował Hegseth – powinny być w większym stopniu rozwiązywane przez kraje danego regionu. Jednocześnie stanowczo odrzucił ingerowanie w wewnętrzne życie polityczne partnerów.
Rozbudowa potencjału militarnego u siebie
Hegseth zapowiedział szeroko zakrojone inwestycje mające odbudować amerykański przemysł obronny. Wspomniał o programach dotyczących marynarki wojennej, systemów bezzałogowych, obrony powietrznej oraz o inicjatywie Golden Dome – narodowej tarczy antyrakietowej. Projekty te zostały wpisane w budżet obronny, który w tym roku osiągnął rekordowy bilion dolarów, powiększony dodatkowo o 150 mld dolarów.
Świat podzielony na strefy wpływów
Jak zauważają obserwatorzy, Hegseth nakreślił wizję globalnego porządku opartego na dominujących mocarstwach – USA w półkuli zachodniej i w Europie, Chiny w regionie Pacyfiku. Rosja pojawiła się w jego wypowiedzi jedynie marginalnie, co może świadczyć o nowym priorytetowaniu zagrożeń przez Waszyngton.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze