„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” – mówi Jezus w Ewangelii według św. Mateusza. Słowa te szczególnie mocno wybrzmiewają w czasie wakacji i urlopów, kiedy wielu ludzi szuka odpoczynku od codziennych obowiązków, problemów i zmęczenia. Ks. Arkadiusz Szczepanik zwraca jednak uwagę, że pokrzepienie obiecane przez Chrystusa nie oznacza, że wszystkie nasze trudności nagle znikną.
Kapłan zatrzymuje się nad dalszą częścią słów Jezusa: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca”. To właśnie w nich odnajduje klucz do zrozumienia, czym jest odpoczynek, który daje Chrystus.
- Wielu by chciało, żeby Pan Jezus był jak taki czarodziej. Jestem zmęczony. Przychodzę do Pana Jezusa. Pan Jezus dotknie czarodziejską różdżką i już jesteśmy nowonarodzeni. Nie. Pan Jezus mówi dalej. Nie można traktować, jak niektórzy traktują, Pisma Świętego wybiórczo. Trzeba traktować je całościowo. Pismo Święte tłumaczy się Pismem Świętym - mówi ks. Arkadiusz Szczepanik.
Czym zatem jest jarzmo, o którym mówi Jezus? Ks. Szczepanik przypomina jego pierwotne znaczenie - drewnianą belkę łączącą dwa zwierzęta wykonujące wspólnie ciężką pracę. Samo jarzmo jest ciężarem. Jego sens polega jednak na tym, że pozwala iść razem.
To właśnie w tym obrazie kapłan odnajduje ważną odpowiedź dla człowieka, który przychodzi do Boga ze swoim zmęczeniem.
- Jeżeli podobnie jak ta para wołów będziemy szli razem z Jezusem, będziemy ten nasz codzienny krzyż, krok w krok, naśladować Chrystusa, to będzie rzeczywiście ta nauka - wyjaśnia.
W rozważaniu pojawia się także bardzo życiowy wymiar tych słów. Ciężarem może stać się nie tylko choroba, problem czy własna słabość. Czasem takim doświadczeniem staje się drugi człowiek - zwłaszcza wtedy, gdy jego zachowanie przekreśla nasze oczekiwania.
Ks. Szczepanik zwraca uwagę na to, co dzieje się wówczas w ludzkim sercu. Złość może przerodzić się w pragnienie odwetu, niechęć czy potrzebę osądzania. Jezus proponuje jednak inną drogę.
- Kiedy przychodzi takie doświadczenie krzyża, doświadczenie pokrzyżowania moich oczekiwań względem drugiego człowieka, również względem siebie samego, to nie osądzam, nie złoszczę się, nie idę opowiadać innym, nie krytykuję, ale to wszystko oddaję Jezusowi Chrystusowi. Razem z Nim chcę to nieść - mówi kapłan.
Nie chodzi przy tym - jak zaznacza - o udawanie, że problem nie istnieje, zapomnienie o krzywdzie czy ucieczkę od rzeczywistości. Chodzi o to, by nie pozwolić złu przejąć kontroli nad własnym sercem.
- To nie znaczy, żeby zapomnieć, uciekać. To znaczy prosić Chrystusa, aby to przyjął, abyśmy to wspólnie ponieśli, żebyśmy nie dali się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężali.
Obraz jarzma ks. Arkadiusz Szczepanik odnosi również do małżeństwa. Dwie osoby połączone wspólnym życiem mogą razem zmierzać w jednym kierunku, dzieląc obowiązki, troski i problemy. Warunkiem jest jednak - jak podkreśla kapłan - wspólny cel i obecność Chrystusa.
- Kiedy małżonkowie idą w jednym kierunku, a tym kierunkiem jest zbawienie, ciągną za sobą wspólne obowiązki, wspólne troski i kłopoty, ale razem z Chrystusem to wszystko oddają Jemu i chcą osiągnąć zbawienie, to to jarzmo staje się słodkie, brzemię lekkie - tłumaczy.
Trudność pojawia się wtedy, gdy wspólna droga zamienia się w nieustanne rozliczanie drugiej osoby. „Ty zawsze”, „ty nigdy”, kolejne pretensje i roszczenia - to, zdaniem ks. Szczepanika, moment, w którym zaczynają być przecinane więzi.
Kapłan posługuje się tutaj bardzo konkretnym obrazem: jeśli tylko jedno ze zwierząt próbuje ciągnąć ciężar przeznaczony dla dwóch, jarzmo przestaje spełniać swoją funkcję. Podobnie w relacji nie sposób budować prawdziwej jedności, jeśli cały trud wspólnej drogi spada wyłącznie na jedną osobę.
Rozważanie nie zatrzymuje się jednak na relacjach z innymi. Ks. Szczepanik mówi także o człowieku zmęczonym własnymi słabościami - o doświadczeniu ciągłego zmagania z tym samym grzechem, lęku przed kolejnym upadkiem i poczuciu, że mimo podejmowanych prób wciąż nie udaje się zwyciężyć tego, co boli.
Właśnie wtedy, jak przekonuje, szczególnie potrzebna jest głęboka więź z Chrystusem.
Kapłan przywołuje przykład św. Pawła i tajemniczego „ościenia”, od którego Apostoł chciał zostać uwolniony. Ostatecznie jego słabość nie została zabrana. Stała się natomiast miejscem doświadczenia Bożej łaski i odkrycia prawdy, że „moc w słabości się doskonali”.
To jedna z najważniejszych myśli całego rozważania: Boże pokrzepienie nie zawsze polega na zabraniu człowiekowi tego, co trudne. Czasem oznacza otrzymanie siły, by przejść przez doświadczenie, którego samemu nie potrafiłoby się unieść.
Na zakończenie ks. Arkadiusz Szczepanik sięga do słów św. Faustyny Kowalskiej. Przywołuje jej refleksję o poszukiwaniu miłości, której nie była w stanie odnaleźć w świecie, oraz o odkryciu, że prawdziwą ojczyzną człowieka jest wieczność.
- Jednym spojrzeniem przeniknęłam na wskroś świat cały i nie znalazłam podobnej miłości do serca mego. Dlatego spojrzałam w świat wiekuisty, bo ten jest mi za mały. Me serce zapragnęło miłości Nieśmiertelnego - przytacza słowa świętej.
W ten sposób rozważanie powraca do pierwszego zaproszenia Chrystusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy”. Człowiek może próbować odpocząć od obowiązków, ludzi, problemów, a czasem nawet od samego siebie. Jednak pokrzepienie, o którym mówi Ewangelia, sięga głębiej niż zwykły odpoczynek.
Nie jest obietnicą życia bez ciężaru. Jest zaproszeniem, by tego ciężaru nie nieść samotnie.
Jak podkreśla ks. Arkadiusz Szczepanik, Chrystus zaprasza człowieka, by przyszedł do Niego ze swoimi troskami, słabościami i zmęczeniem, oparł na Nim swoje życie i przyjął Jego moc. Pełne rozważanie kapłana warto wysłuchać w całości - szczególnie że kończy je muzyczna adaptacja słów św. Faustyny, pieśń „Jedno spojrzenie” zespołu Lumen.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze