Jeff Jarrett – legenda wrestlingu – i Taylor Swift mają za sobą wyjątkową historię przyjaźni, która trwa do dziś. W rozmowie z TMZ Sports sportowiec wrócił wspomnieniami do wzruszającego wydarzenia sprzed lat.
Były to święta Bożego Narodzenia 2006 roku. Nastoletnia Taylor Swift, która kilka miesięcy wcześniej wydała swój debiutancki album zatytułowany po prostu Taylor Swift, zagrała wówczas prywatny koncert dla chorej na raka żony Jarretta, Jill. Artystka mieszkała wtedy w rodzinnym mieście wrestlera – Hendersonville w stanie Tennessee – i dobrze znała jego rodzinę, bo opiekowała się jego córkami.
Jak wspomina Jarrett, pomysł, by Swift zaśpiewała dla jego żony, podsunął wspólny znajomy. Taylor najpierw przyszła do domu Jarrettów, a potem szybko pobiegła po gitarę, by spełnić prośbę córek wrestlera. Skromny występ w rodzinnym gronie przerodził się w trzygodzinny koncert, którego słuchało blisko 45 osób.
„To było niesamowite doświadczenie. Zaczęła grać po południu i nie przestawała przez trzy godziny” – opowiadał wzruszony Jarrett. Jego żona Jill, chorująca na raka piersi, zmarła pięć miesięcy później.
Przyjaźń Taylor i rodziny Jarrettów przetrwała próbę czasu. Dla córek wrestlera, które szczególnie związały się z artystką po śmierci mamy, kontakt z nią ma ogromne znaczenie – tym bardziej że dziś Swift jest jedną z największych gwiazd światowej muzyki.
Jeff Jarrett przez całą karierę zdobył ponad 80 mistrzowskich tytułów w różnych federacjach wrestlingu. W 2018 roku został wprowadzony do prestiżowej WWE Hall of Fame, a w 2022 roku dołączył do AEW, gdzie walczy i pełni funkcję dyrektorską.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze