Zaczęło się od sygnału GPS, skończyło na areszcie i trzech miesiącach za kratami. Luksusowe Audi ruszyło w stronę granicy, ale zamiast „nowego życia” czekała je policyjna blokada, litewskie służby i szybki powrót do kraju – tym razem już jako dowód w sprawie.
Druga połowa stycznia. Warszawa. Z jednej z firm znika luksusowe Audi warte około 220 tysięcy złotych. Właściciel reaguje natychmiast – system GPS pokazuje, że auto nie stoi już na parkingu, a kierunek jazdy jest aż nazbyt czytelny: granica państwa.
Policjanci z Ursynowa błyskawicznie uruchamiają procedury i włączają do działań stołecznych specjalistów od przestępczości samochodowej oraz Straż Graniczną. Informacje krążą szybko, a trop prowadzi poza Polskę. Auto zostaje namierzone na Litwie.
Tam do akcji wkraczają litewscy funkcjonariusze. Audi zostaje zabezpieczone, a za kierownicą siedzi obywatel Rumunii. To jednak nie koniec historii – obok pojawia się drugi samochód. Mercedes. Również kradziony.
Równolegle w Warszawie trwają intensywne czynności operacyjne. Policyjna układanka zaczyna się składać, a ślady prowadzą do jednego z hosteli na Ursynowie. To tam funkcjonariusze zatrzymują trzech obywateli Rumunii w wieku od 24 do 43 lat.
Śledczy nie mają wątpliwości: mężczyźni działali wspólnie i w porozumieniu. Na ich koncie są kradzieże dwóch luksusowych samochodów – Audi i Mercedesa – o łącznej wartości blisko 380 tysięcy złotych.
Zatrzymani usłyszeli zarzuty, a sąd – na wniosek prokuratury – zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Grozi im nawet 10 lat więzienia.
To kolejny przykład, że w czasach GPS-ów, kamer i międzynarodowej współpracy służb, „zniknięcie” luksusowego auta bywa tylko chwilowe. A droga ku granicy może bardzo szybko skręcić… w stronę aresztu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze