Choć nazwa „hantawirus” brzmi dziś dla wielu alarmująco, specjaliści studzą emocje. Wirusy przenoszone przez gryzonie potrafią wywoływać ciężkie zakażenia, ale – jak podkreślają eksperci – nie mają cech, które mogłyby uczynić z nich zagrożenie porównywalne z pandemią COVID-19. Kluczowy problem? Człowiek zakaża się nimi bardzo rzadko od drugiego człowieka.
Dr n. med. Barbara Sobala-Szczygieł ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego zwraca uwagę, że hantawirusy są znane medycynie od lat i pozostają przede wszystkim chorobami odzwierzęcymi. Ich naturalnym rezerwuarem są gryzonie, a do zakażenia dochodzi zwykle przypadkowo – najczęściej podczas kontaktu z zanieczyszczonym pyłem unoszącym się w zamkniętych pomieszczeniach.
Zakażenie hantawirusem nie wymaga bezpośredniego kontaktu ze zwierzęciem. Wystarczy wdychanie aerozolu zawierającego cząsteczki wirusa obecne w moczu, kale lub ślinie gryzoni. To właśnie dlatego większe ryzyko pojawia się podczas sprzątania długo nieużywanych piwnic, magazynów, stodół czy domków letniskowych.
Eksperci wskazują też na osoby pracujące w rolnictwie i leśnictwie, które częściej mają kontakt z siedliskami gryzoni. Znacznie rzadziej zakażenia notowano po ugryzieniach zwierząt.
Sama choroba początkowo może przypominać zwykłą infekcję wirusową. Pojawiają się gorączka, dreszcze, bóle mięśni, silne osłabienie czy bóle głowy. Część pacjentów skarży się również na nudności, wymioty oraz bóle brzucha. To właśnie ten niespecyficzny początek sprawia, że rozpoznanie bywa trudne.
Hantawirusy wywołują dwa główne zespoły chorobowe. W Europie i Azji częściej występuje gorączka krwotoczna z zespołem nerkowym (HFRS), natomiast w obu Amerykach obserwuje się hantawirusowy zespół sercowo-płucny (HCPS/HPS).
Choć obie postacie różnią się przebiegiem, mają wspólny mechanizm działania – uszkadzają śródbłonek naczyń krwionośnych, zwiększając ich przepuszczalność. To może prowadzić do groźnych powikłań, spadku liczby płytek krwi, a nawet wstrząsu.
W przypadku HFRS najpoważniejszym problemem staje się niewydolność nerek. Z kolei przy HCPS stan chorego może pogarszać się bardzo gwałtownie – dochodzi wtedy do obrzęku płuc, ciężkiej niewydolności oddechowej i zaburzeń krążenia.
Lekarze podkreślają, że obecnie nie istnieje powszechnie zatwierdzone leczenie przeciwwirusowe skierowane przeciw hantawirusom. Terapia opiera się głównie na intensywnym leczeniu objawowym: kontroli gospodarki wodno-elektrolitowej, tlenoterapii, wspomaganiu oddychania, leczeniu wstrząsu, a w ciężkich przypadkach także dializach.
Najważniejszy powód jest jeden: hantawirusy praktycznie nie przenoszą się między ludźmi. I właśnie ten element – zdaniem specjalistów – całkowicie zmienia skalę zagrożenia.
– Dla większości hantawirusów transmisja człowiek–człowiek nie jest typowa – podkreśla dr Barbara Sobala-Szczygieł.
W literaturze medycznej opisywano jedynie pojedyncze ogniska zakażeń w Argentynie i Chile związane z wirusem Andes, gdzie podejrzewano transmisję pomiędzy ludźmi. Były to jednak wyjątkowe sytuacje, które nie zmieniły ogólnej oceny ryzyka.
Eksperci zwracają uwagę, że w przeciwieństwie do SARS-CoV-2 nie ma dowodów na szerokie rozprzestrzenianie się hantawirusów przez osoby bezobjawowe. To właśnie brak efektywnej transmisji międzyludzkiej sprawia, że wirusy te nie są dziś traktowane jako kandydat do wywołania globalnej pandemii.
Specjaliści zaznaczają jednak, że ostrożność nadal jest wskazana – szczególnie podczas prac w miejscach, gdzie mogą bytować gryzonie. W praktyce najskuteczniejszą ochroną pozostaje unikanie kontaktu z ich wydzielinami i odpowiednie zabezpieczanie pomieszczeń przed obecnością szkodników.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze