Prokuratura bada okoliczności śmierci 45-letniego mieszkańca Pionek, który trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu ze zwichniętym barkiem. Po zabiegu mężczyzna stracił przytomność, później przebywał na OIOM-ie, a po kilku tygodniach zmarł. Śledczy powołają zespół biegłych, który ma ocenić, czy personel działał zgodnie ze sztuką medyczną.
Do zdarzenia doszło 10 stycznia. 45-letni mieszkaniec Pionek został przyjęty na Szpitalny Oddział Ratunkowy Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu ze zwichniętym barkiem. Miał przejść zabieg nastawienia barku.
Według dotychczasowych ustaleń śledczych podczas procedury pacjent miał otrzymać znieczulenie ogólne bez udziału anestezjologa i bez aparatury monitorującej funkcje życiowe. Po zabiegu mężczyzna stracił przytomność i został przewieziony na oddział intensywnej terapii.
W sprawie pojawiły się informacje, że po podaniu środków znieczulających pacjent przestał oddychać. Personel rozpoczął akcję ratunkową, a mężczyzna trafił na OIOM. Mimo dalszego leczenia nie wrócił do zdrowia.
Po przyjęciu do szpitala 45-latek został przeniesiony na OIOM, gdzie przebywał do 26 stycznia. Następnie trafił na oddział wewnętrzny. 2 lutego został przewieziony do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Legionowie. Zmarł następnego dnia.
Ciało mężczyzny, za zgodą matki, zostało odebrane przez zakład pogrzebowy, a następnie skremowane. Pogrzeb odbył się 10 lutego. Ten fakt ma duże znaczenie dla śledztwa, ponieważ uniemożliwia przeprowadzenie sekcji zwłok, która mogłaby pomóc w jednoznacznym ustaleniu przyczyny zgonu.
Sprawą zajęła się prokuratura po anonimowym zawiadomieniu podpisanym przez osoby podające się za ratowników medycznych pracujących na SOR-ze. Pismo miało zostać wysłane jeszcze wtedy, gdy pacjent żył i przebywał w szpitalu.
Z zawiadomienia wynikało, że lekarz, który nie był anestezjologiem, miał podać pacjentowi leki mogące doprowadzić do pogorszenia jego stanu zdrowia. W piśmie wskazano również, że lekarz miał grozić innym członkom personelu konsekwencjami służbowymi, jeśli informacja o zdarzeniu zostanie przekazana poza szpital.
Prokuratura prowadzi postępowanie w kierunku narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez niewłaściwą diagnostykę i leczenie, którego skutkiem miało być nieumyślne doprowadzenie do śmierci. Za taki czyn grozi kara do pięciu lat więzienia.
Kluczowe dla sprawy będzie stanowisko biegłych. Prokuratura zapowiada powołanie zespołu specjalistów, którzy przeanalizują dokumentację i ocenią, czy procedury zastosowane wobec pacjenta były zgodne z zasadami sztuki medycznej.
W skład zespołu mają wejść biegli z zakresu medycyny ratunkowej, anestezjologii i ortopedii. Równolegle przesłuchiwani są lekarze, pielęgniarki i personel pomocniczy. Śledczy uzupełniają także dokumentację medyczną.
„Prokuratura powoła zespół biegłych sądowych, którzy wypowiedzą się, czy zastosowane w szpitalu procedury medyczne były podjęte zgodnie ze sztuką medyczną” — przekazała prok. Aneta Góźdź, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Mazowiecki Szpital Specjalistyczny w Radomiu nie komentuje szczegółów sprawy. Placówka poinformowała jedynie, że prowadzone jest wewnętrzne postępowanie wyjaśniające.
Na obecnym etapie nie ma prawomocnych rozstrzygnięć ani przesądzenia, czy doszło do błędu medycznego. Odpowiedzi na najważniejsze pytania ma przynieść opinia biegłych oraz dalsze czynności prokuratury.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze