Na dziedzińcu Kamienicy Braci Jabłkowskich przy ulicy Chmielnej 21 pojawiło się nowe dzieło Piotr Glegoła — i trudno przejść obok niego obojętnie. To nie jest zwykły mural, który „zdobi ścianę”. To raczej wizualna pułapka, sprytna gra z okiem widza i jego przyzwyczajeniami, która na moment potrafi zachwiać poczuciem rzeczywistości.
Zamknięta przestrzeń podwórka przy Chmielnej nie wydaje się oczywistym miejscem na spektakularną realizację artystyczną. A jednak to właśnie jej proporcje i ograniczona perspektywa stały się kluczem do sukcesu projektu. Glegoła nie potraktował ściany jako neutralnego tła — włączył ją do gry, wykorzystując każdy detal architektury, by wzmocnić efekt trójwymiarowego złudzenia.
Za techniczną stronę realizacji odpowiadał zespół Good Looking Studio, który przełożył wizję artysty na język miejskiej materii. Inwestorem był Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy — miejsce o bogatej historii, sięgającej początków XX wieku, co dodatkowo nadaje projektowi kontekst i głębię.
Centralnym punktem kompozycji jest czerwony, stylizowany wagon tramwajowy z napisem „Bracia Jabłkowscy”. Zamiast sunąć po torach — lewituje. Kilka metrów nad ziemią, zawieszony między realnością a fantazją, ciągnięty przez balon przypominający sterowiec. Tam, gdzie zwykle widzielibyśmy pantograf, pojawia się element rodem z alternatywnej historii.
To jednak dopiero początek tej opowieści. Nieco niżej dryfuje kolejny balon — tym razem z kobietą jadącą na bicyklu, jakby wyrwaną z kart dawnej fotografii. Na samym dole sceny spacerują eleganckie warszawianki. Ich spokój kontrastuje z tym, co dzieje się nad ich głowami — jakby unoszące się pojazdy były czymś zupełnie zwyczajnym.
Całość przywodzi na myśl przedwojenną Warszawę, ale widzianą przez filtr snu lub surrealistycznej wizji. To miasto znajome, a jednocześnie niepokojąco obce. Co ciekawe, sam artysta nie zdradza źródeł inspiracji — pozostawiając odbiorcom przestrzeń do własnych interpretacji.

Piotr Glegoła od lat eksperymentuje z tym, jak widzimy przestrzeń — i jak łatwo można nas w tym widzeniu zwieść. W jego pracach ściana przestaje być granicą, a zaczyna funkcjonować jako portal, iluzja, fragment większej narracji.
Mural przy Chmielnej jest tego najlepszym przykładem. Co więcej, skala pozytywnego odbioru zaskoczyła nawet samego twórcę, który w mediach społecznościowych przyznał, że nie spodziewał się aż tak żywej reakcji publiczności.
I być może właśnie w tym tkwi siła tej realizacji — nie tylko w technicznej precyzji czy wizualnym efekcie, ale w zdolności zatrzymania przechodnia na kilka sekund. W mieście, które rzadko zwalnia, to już bardzo dużo.



Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze