Reklama

Poszedł na śmierć za innego więźnia

17 lutego 1941 roku niemieckie władze okupacyjne po raz drugi aresztowały franciszkanina, ojca Maksymiliana Kolbego. Tym razem droga, która rozpoczęła się na warszawskim Pawiaku, prowadziła już tylko w jednym kierunku — do Auschwitz. Tam, kilka miesięcy później, zakonnik oddał życie za współwięźnia, stając się symbolem odwagi i bezinteresownej miłości w czasach pogardy.

Urodzony 8 października 1894 roku w Zduńskiej Woli jako Rajmund Kolbe, od młodych lat łączył religijne powołanie z niezwykłą energią organizacyjną. Do zakonu franciszkanów wstąpił w 1910 roku, przyjmując imię Maksymilian. Studia w Rzymie ukształtowały jego myślenie i wizję działania — w 1917 roku założył Rycerstwo Niepokalanej, stowarzyszenie, które szybko zyskało międzynarodowy zasięg.

Po powrocie do Polski stworzył dzieło swojego życia — Niepokalanów pod Warszawą. Klasztor był jednocześnie centrum wydawniczym i miejscem dynamicznej działalności religijnej. W szczytowym momencie stał się największym katolickim klasztorem na świecie. Kolbe myślał szeroko — prowadził misję także w Japonii, skąd wrócił w 1936 roku, by ponownie stanąć na czele rozrastającej się wspólnoty.

Reklama

Wybuch II wojny światowej przerwał ten rozwój. We wrześniu 1939 roku Niemcy po raz pierwszy aresztowali Kolbego oraz innych franciszkanów. Po kilku miesiącach odzyskali wolność, a zakonnik natychmiast zaangażował się w pomoc wysiedlonym, organizując w Niepokalanowie schronienie dla tysięcy ludzi.

Drugie aresztowanie, 17 lutego 1941 roku, okazało się ostateczne. Historycy wskazują różne możliwe przyczyny zatrzymania — od sytuacji politycznej związanej z przygotowaniami Niemiec do wojny ze Związkiem Sowieckim, po działalność wydawniczą klasztoru krytykującą nazistowskie prześladowania. Niektórzy badacze podkreślają jednak, że największym „zagrożeniem” mógł być sam Kolbe — człowiek o silnej osobowości, który budził autorytet i nadzieję.

Reklama

Po śledztwie i pobycie na Pawiaku został przewieziony do Auschwitz. Otrzymał numer 16670. Pracował przy ciężkich robotach fizycznych — noszeniu żwiru, budowie ogrodzeń, później w obozowych warsztatach i kuchni. Warunki szybko odbiły się na jego zdrowiu, jednak nawet tam pozostawał wsparciem dla innych więźniów. Współwięźniowie wspominali, że wokół niego spontanicznie tworzył się krąg ludzi szukających otuchy.

Przełom nastąpił pod koniec lipca 1941 roku. Po ucieczce jednego z więźniów zastępca komendanta Karl Fritzsch wybrał dziesięciu skazanych na śmierć głodową. Wśród nich znalazł się Franciszek Gajowniczek, który rozpaczliwie wołał o rodzinę. Wtedy Maksymilian Kolbe zrobił krok, który przeszedł do historii — wystąpił z szeregu i poprosił, by pozwolono mu zająć miejsce współwięźnia. Niemiec wyraził zgodę.

Reklama

W celi śmierci zakonnik trwał wraz z innymi skazańcami przez dwa tygodnie. Gdy nadal żył, 14 sierpnia 1941 roku został zabity zastrzykiem fenolu. Franciszek Gajowniczek przeżył wojnę i przez lata opowiadał o człowieku, który oddał za niego życie.

Historia ojca Maksymiliana Kolbego stała się jedną z najbardziej poruszających opowieści II wojny światowej. Był pierwszym polskim męczennikiem wojennym wyniesionym na ołtarze. Pozostawił po sobie słowa, które do dziś brzmią jak odpowiedź na doświadczenia XX wieku: „Nienawiść nie jest siłą twórczą. Siłą twórczą jest miłość

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości