Reklama

Ojciec i dwoje dzieci zginęli. Matka jako jedyna przeżyła

Pięć lat temu na drodze krajowej nr 50 w Grębiszewie rozegrał się dramat, który do dziś pozostaje w pamięci mieszkańców okolicy. W jednej chwili zwykła podróż czteroosobowej rodziny zakończyła się katastrofą. W zderzeniu osobowej toyoty z ciężarówką zginęły cztery osoby: 39-letni kierowca auta, jego dwoje małych dzieci oraz 55-letni kierowca tira. Jedyną osobą z rodziny, która przeżyła wypadek, była 34-letnia kobieta.

Do tragedii doszło 19 lipca 2021 roku, przed południem, na 207. kilometrze DK50. Z ustaleń służb wynikało, że toyota z niewyjaśnionych wówczas przyczyn znalazła się na pasie przeznaczonym dla pojazdów jadących z przeciwnego kierunku. Nadjeżdżający kierowca ciężarówki próbował uniknąć zderzenia, jednak na reakcję pozostały już tylko sekundy.

Siła uderzenia była ogromna. Ciężarówka wypadła z toru jazdy, a jej kabina została kompletnie zniszczona. Toyota również zamieniła się w niemal nierozpoznawalny wrak. Dla czterech osób ratunek nie był już możliwy.

Reklama

Rodzinna podróż zakończyła się niewyobrażalną tragedią

Za kierownicą toyoty siedział 39-letni mężczyzna. Razem z nim podróżowała żona oraz ich dzieci – dziewięcioletni syn i pięcioletnia córka. Rodzina prawdopodobnie nie mogła przypuszczać, że właśnie na tym odcinku drogi wydarzy się coś, co na zawsze zmieni życie ich bliskich.

Ojciec i dzieci zginęli na miejscu. 34-letnia matka jako jedyna przeżyła zderzenie. Była jednak uwięziona w potwornie zniszczonym samochodzie i wymagała natychmiastowej pomocy.

Pierwsi na miejscu pojawili się mieszkańcy pobliskiej posesji. Chwilę wcześniej usłyszeli potężny huk. Kiedy wybiegli w stronę drogi, zobaczyli skalę katastrofy. Próbowali dostać się do osób znajdujących się w samochodzie, jednak zdeformowana konstrukcja auta skutecznie blokowała dostęp do wnętrza.

Reklama

Dopiero strażacy, wykorzystując specjalistyczny sprzęt hydrauliczny, byli w stanie wydostać ranną kobietę. 34-latka została przekazana ratownikom medycznym i przewieziona do szpitala.

Świadkowie po latach wciąż wspominali przede wszystkim poczucie bezradności. Chcieli pomóc, byli zaledwie kilka metrów od poszkodowanych, ale skala zniszczeń była tak ogromna, że bez profesjonalnego sprzętu niewiele mogli zrobić. Dla wielu z nich obrazy z tamtego dnia pozostały jednym z najbardziej traumatycznych wspomnień w życiu.

Reklama

Kierowca ciężarówki próbował uniknąć zderzenia

W katastrofie zginął również 55-letni kierowca ciężarówki, Robert S. z Białegostoku. Według ustaleń poczynionych po tragedii mężczyzna jechał prawidłowo. Widząc nadjeżdżającą z przeciwka toyotę, próbował jeszcze ratować sytuację i wykonał gwałtowny manewr.

Nie wystarczyło.

Ciężki zestaw stracił stabilność, a kabina została doszczętnie zniszczona. 55-latek nie miał szans na przeżycie.

Jego śmierć odbiła się szerokim echem w środowisku transportowym. Robert S. był doświadczonym kierowcą i pracownikiem cenionym przez współpracowników. Z czasem został kierownikiem transportu i pomagał młodszym kolegom stawiać pierwsze kroki w zawodzie. Osoby, które go znały, wspominały człowieka spokojnego, odpowiedzialnego i zawsze gotowego dzielić się doświadczeniem.

Reklama

Pozostawił troje dzieci. Po jego śmierci koledzy zorganizowali pomoc dla rodziny, a podczas ostatniego pożegnania ulicami Białegostoku przejechała kolumna ciężarówek. W ten sposób środowisko transportowe oddało hołd człowiekowi, z którym wielu kierowców przez lata dzieliło zawodową codzienność.

Tragedia miała jeszcze jeden wyjątkowo bolesny wymiar. Kobieta, która jako jedyna z rodziny przeżyła wypadek, kilka lat wcześniej razem z mężem pomagała ofiarom innego groźnego zdarzenia drogowego. Gdy zobaczyli płonący samochód, zatrzymali się i ruszyli na ratunek znajdującej się w nim rodzinie.

Reklama

W lipcu 2021 roku role odwróciły się w najbardziej dramatyczny sposób. Tym razem to oni potrzebowali pomocy. 34-latkę udało się uratować, jednak jej mąż i dwoje dzieci nie przeżyli.

Pięć lat minęło, ale Grębiszew wciąż pamięta

Po wypadku rozpoczęło się szczegółowe postępowanie mające wyjaśnić wszystkie okoliczności tragedii. Śledczy analizowali ślady zabezpieczone na miejscu, stan techniczny pojazdów oraz przebieg ostatnich chwil przed zderzeniem. Kluczowe pozostawało pytanie, dlaczego toyota nagle znalazła się na przeciwległym pasie ruchu.

Reklama

Dla rodzin ofiar żadna ekspertyza nie była jednak w stanie zmienić tego, co wydarzyło się 19 lipca 2021 roku.

Pięć lat później tragedia w Grębiszewie nadal pozostaje jednym z tych wypadków, o których trudno zapomnieć. Szczególnie osobom, które jako pierwsze przybiegły na miejsce i próbowały ratować poszkodowanych. Huk zderzenia, kompletnie rozbite pojazdy i świadomość, że mimo natychmiastowej reakcji nie wszystkim można było pomóc, zostały z nimi na długo.

Tamtego letniego przedpołudnia śmierć przyszła nagle. Zginął ojciec i jego dwoje dzieci. Zginął także kierowca ciężarówki, który znalazł się na drodze toyoty i do ostatniej chwili próbował uniknąć katastrofy.

Reklama

Ocalała jedna osoba, która w ciągu kilku sekund straciła niemal cały swój dotychczasowy świat.

Od tragedii mija pięć lat, ale dla bliskich ofiar i ludzi, którzy widzieli jej skutki na własne oczy, 19 lipca 2021 roku nie jest po prostu kolejną datą w kalendarzu. To dzień, po którym nic już nie było takie samo.

Źródło: warszawa.eska.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości