11 kwietnia 1959 roku zmarł Jerzy Kirchmayer – oficer Armii Krajowej, współtwórca planu „Burza” i autor jednej z pierwszych książek o Powstaniu Warszawskim. Jego życie to opowieść o odwadze, dramatycznych wyborach i cenie, jaką przyszło zapłacić za historię, która nie chciała być czarno-biała.
Kirchmayer urodził się w 1895 roku w Krakowie, w rodzinie inteligenckiej. Gdy wybuchła I wojna światowa, zamiast planów na spokojną przyszłość czekało go zesłanie w głąb Rosji. To tam, w chaosie rewolucji, odnalazł swoją drogę – wstąpił do polskich formacji wojskowych, które dawały nadzieję na odzyskanie niepodległości.
Po 1918 roku nie miał wątpliwości: jego miejsce jest w Wojsku Polskim. Walczył w wojnie z bolszewikami i został odznaczony za odwagę. W kolejnych latach budował swoją pozycję w armii, rozwijając się nie tylko jako oficer, ale też jako analityk i autor tekstów o sztuce wojennej.
We wrześniu 1939 roku był już doświadczonym sztabowcem. Walczył w kampanii obronnej w strukturach Armii „Pomorze” gen. Władysław Bortnowski. Podczas odwrotu po bitwie nad Bzurą został ciężko ranny. Dla wielu byłby to koniec drogi. Dla niego – początek nowego etapu.
Po wyleczeniu ran Kirchmayer wrócił do walki – tym razem w podziemiu. W strukturach Armii Krajowej szybko znalazł się w ścisłym kierownictwie operacyjnym. Wspólnie z Stanisław Tatar należał do grupy oficerów, którzy patrzyli na sytuację Polski bez złudzeń.
Uważali, że nadciągająca Armia Czerwona nie będzie sojusznikiem, lecz nowym hegemonem. Ich odpowiedzią była koncepcja akcji „Burza” – planu, który miał pozwolić Polakom wystąpić jako gospodarze własnego kraju w chwili wypierania Niemców.
Była to gra o najwyższą stawkę – i z czasem okazało się, że niezwykle ryzykowna. W 1944 roku Kirchmayer został wysłany do Londynu. Ciężko chory, po wyniszczających operacjach, nie wziął udziału w Powstaniu Warszawskim. Gdy wrócił, Polska była już zupełnie innym krajem.
Po wojnie Kirchmayer próbował odnaleźć się w nowych realiach. Pracował naukowo, współtworzył zaplecze intelektualne wojska, wykładał. Awansował do stopnia generała brygady. Ale w Polsce początku lat 50. przeszłość w Armii Krajowej była bardziej obciążeniem niż zasługą.
W 1950 roku został aresztowany. Trafił do jednego z najbardziej znanych procesów politycznych epoki – tzw. procesu generałów. Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. Stefan Mossor i Franciszek Herman. Zarzuty były poważne: spisek, szpiegostwo, działalność przeciw państwu.
Śledztwo prowadzone było brutalnie. Przesłuchania bez snu, fizyczne i psychiczne wyniszczenie. Po tygodniach takiego traktowania Kirchmayer przyznał się do winy. Został skazany na dożywocie.
Na wolność wyszedł dopiero w 1955 roku – schorowany, złamany, ale wciąż gotów pisać i zabierać głos.
Po wyjściu z więzienia Kirchmayer zajął się pracą naukową. To wtedy powstały jego najważniejsze teksty, w tym książka o Powstaniu Warszawskim. Nie była to jednak opowieść łatwa do przyjęcia.
Generał uznawał bohaterstwo powstańców, ale jednocześnie uważał decyzję o rozpoczęciu walk za błąd. W polemikach z emigracyjnymi autorytetami, takimi jak Tadeusz Pełczyński czy Władysław Pobóg-Malinowski, nie szczędził ostrych ocen.
Twierdził, że klęska była wynikiem złych kalkulacji dowódców, a odpowiedzialności nie można zrzucać wyłącznie na aliantów czy Związek Radziecki. Było to stanowisko zgodne z ówczesną narracją władz, ale jednocześnie wypływało z jego własnych doświadczeń i przekonań.
Jerzy Kirchmayer zmarł 11 kwietnia 1959 roku. Spoczął na warszawskich Powązkach – mieście, którego losy analizował i które współtworzył jako żołnierz i świadek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze