W warszawskim Wilanowie trwa budowa pierwszego sklepu sieci Dino. Inwestycja wzbudza kontrowersje – nie ze względu na samą obecność marketu, ale na jego wygląd. Część mieszkańców ocenia, że budynek nie pasuje do estetyki dzielnicy i otaczającej go architektury.
– No niech pan sam popatrzy. Na Zawadach inwestorzy starają się, sąsiednie centrum handlowe Plac Vogla ma elewację wykładaną kamieniem. A to? Przecież wygląda jak sklep pod Przasnyszem – mówi pani Patrycja, cytowana przez „Gazetę Wyborczą”. Również inny mieszkaniec, pan Tomasz, określił wygląd budynku jako przypominający „kurnik”.
Sklep Dino budzi emocje, ponieważ ma być pierwszym obiektem tej sieci w stolicy. Dino, w przeciwieństwie do zagranicznych konkurentów takich jak Lidl czy Biedronka, opiera się w większości na polskim kapitale. 51% udziałów posiada Tomasz Biernacki, jeden z najbogatszych Polaków. Sieć liczy obecnie niemal 2,9 tys. placówek w całym kraju.
Sprawa wyglądu sklepu stała się również przedmiotem żartów w mediach społecznościowych. Część internautów ironizowała na temat estetycznych oczekiwań mieszkańców Wilanowa. Padły komentarze, że może sklep powinien nazywać się „Le Dino”, by lepiej wpisać się w lokalne poczucie prestiżu. Inni twierdzili, że problemem nie jest sam sklep, ale jego brak „ekskluzywności”.
Pojawiły się też głosy poparcia – niektórzy użytkownicy platformy X uznali, że każda dostępna przestrzeń handlowa to wartość dodana, a estetyka nie powinna być priorytetem w obliczu wygody mieszkańców.
Niezależnie od estetycznych ocen, sklep powstaje zgodnie z przepisami i planami zagospodarowania. Mieszkańcy – chcąc czy nie – będą mogli wkrótce robić zakupy w nowym punkcie. A ci, którym jego wygląd nie odpowiada, zawsze mogą… spojrzeć w innym kierunku.
red./wPolityce.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze