W świecie zdominowanym przez wielkie instalacje – farmy wiatrowe, elektrownie słoneczne czy projekty geotermalne – łatwo przeoczyć to, co mamy niemal pod ręką. Tymczasem odpowiedź na część naszych energetycznych wyzwań może znajdować się bliżej, niż się wydaje. W jeziorach.
Nie chodzi jednak o spektakularne źródła energii, lecz o coś znacznie subtelniejszego: stabilną temperaturę wody, ukrytą w głębinach. Najnowsze badania polskich naukowców pokazują, że przy odpowiednim podejściu jeziora mogą stać się elementem nowoczesnych, niskoemisyjnych systemów ogrzewania i chłodzenia budynków.
Na pierwszy rzut oka jezioro nie kojarzy się z energetyką. To raczej przestrzeń rekreacji, krajobrazu, czasem ciszy. Tymczasem jego wnętrze działa jak naturalny magazyn temperatury.
W głębszych warstwach woda pozostaje zaskakująco stabilna termicznie przez cały rok. Latem powierzchnia nagrzewa się i reaguje na pogodę, ale już kilkanaście metrów niżej sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tam zaczyna się strefa, która niemal nie odczuwa sezonowych wahań.
To właśnie ta stabilność staje się kluczowa. Systemy oparte na pompach ciepła mogą wykorzystać jezioro jako źródło energii zimą i jako „odbiornik” nadmiaru ciepła latem. W praktyce działa to podobnie jak lodówka – z tą różnicą, że kierunek przepływu energii można odwracać w zależności od potrzeb.
Zimą instalacja „wyciąga” ciepło z wody i przekazuje je do budynku. Latem proces działa odwrotnie: nadmiar ciepła z wnętrz trafia do jeziora, co pozwala skutecznie chłodzić pomieszczenia bez energochłonnej klimatyzacji.
Zespół badaczy z kilku polskich uczelni i instytucji naukowych postanowił sprawdzić, jak ten potencjał wygląda w praktyce. Przeanalizowano dziewięć jezior północnej Polski, wykorzystując dane zbierane przez kilkanaście lat – od 2007 do 2024 roku.
Kluczowe było znalezienie obszarów o najbardziej stabilnej temperaturze. Okazało się, że największe możliwości mają jeziora uwarstwione – takie, w których tworzą się wyraźne warstwy cieplejszej i chłodniejszej wody.
Najcenniejsza energetycznie jest głęboka strefa – zwykle poniżej około 15 metrów. Tam temperatura utrzymuje się na poziomie około 6–7°C i zmienia się minimalnie. Dla systemów pomp ciepła to niemal idealne warunki.
Naukowcy oszacowali, ile energii można by z takiej warstwy pozyskać, nie naruszając równowagi ekosystemu. Przy bardzo ostrożnych założeniach – czyli niewielkim obniżeniu temperatury – wartości okazały się zaskakująco wysokie. W zależności od jeziora potencjał sięga od setek do nawet ponad 100 tysięcy megawatogodzin.
Największe możliwości wykazało Jezioro Powidzkie, głównie dzięki dużej objętości chłodnej, głębokiej wody.
Choć liczby robią wrażenie, badacze tonują entuzjazm. Podkreślają, że mowa o zasobach teoretycznych, a droga do ich wykorzystania w praktyce wcale nie jest prosta.
W grę wchodzą koszty instalacji, odległość od odbiorców energii, kwestie prawne oraz – co najważniejsze – ochrona środowiska. Jezioro nie jest przecież zbiornikiem technicznym, lecz żywym ekosystemem, wrażliwym na zmiany.
Dlatego każde potencjalne wdrożenie wymaga szczegółowych analiz lokalnych. Nie każde jezioro nadaje się do takiego wykorzystania – i nie każde powinno być w ten sposób eksploatowane.
Jednocześnie trudno zignorować rosnące znaczenie chłodzenia budynków. Wraz z coraz częstszymi falami upałów przestaje to być kwestia komfortu, a zaczyna dotyczyć zdrowia i bezpieczeństwa mieszkańców miast.
W tym kontekście jeziora mogą odegrać podwójną rolę: zimą wspierać ogrzewanie, latem pomagać w walce z przegrzewaniem się przestrzeni miejskich. Nie zastąpią dużych źródeł energii, ale mogą stać się ważnym elementem lokalnych systemów – cichym, stabilnym i, co najważniejsze, dostępnym tuż obok.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze