Wyobraź sobie świat, w którym sygnałem nadchodzącej katastrofy nie są syreny alarmowe ani oficjalne komunikaty rządów, lecz… wzmożony ruch prywatnych odrzutowców. Kilkadziesiąt maszyn startujących niemal jednocześnie z Nowego Jorku, Los Angeles czy Londynu. Kierunek? Odizolowane posiadłości, prywatne wyspy, luksusowe schrony ukryte z dala od wielkich metropolii.
Brzmi jak scenariusz serialu science fiction, ale właśnie na tym pomyśle opiera się projekt Kyle’a McDonalda — artysty i programisty z Los Angeles, który stworzył „System Wczesnego Ostrzegania przed Apokalipsą”. Narzędzie analizuje publicznie dostępne dane lotnicze i monitoruje aktywność prywatnych samolotów należących do najbogatszych ludzi świata. Jeśli ruch gwałtownie wzrasta, system wysyła alert.
Za tą prowokacyjną koncepcją kryje się jednak coś więcej niż internetowy żart. To opowieść o rosnącym lęku społecznym, ogromnych nierównościach i przekonaniu, że w chwili globalnego kryzysu elity mogą wiedzieć więcej — i uciec szybciej — niż reszta świata.
McDonald wychodzi z prostego założenia: superbogaci dysponują środkami, które pozwalają im reagować natychmiast. Mają prywatne samoloty, luksusowe bunkry, rozbudowane systemy bezpieczeństwa i dostęp do informacji, o których zwykli ludzie często dowiadują się jako ostatni.
Jego system obserwuje ruch prywatnych oraz czarterowych odrzutowców i porównuje go z historycznymi normami. Algorytm ocenia sytuację w pięciostopniowej skali zagrożenia. Jeśli liczba lotów gwałtownie odbiega od standardowych wartości, użytkownicy dostają powiadomienie SMS-em lub mailem.
Twórca projektu podkreśla jednak, że nie chodzi wyłącznie o katastroficzne wizje wojny nuklearnej czy końca świata.
– Chcę rozbawić ludzi, ale też pokazać absurd naszej rzeczywistości — mówi McDonald. – Utknęliśmy w świecie, w którym garstka ludzi posiada niewyobrażalne bogactwo, a reszta próbuje nadążyć za coraz bardziej niestabilnym światem.
Projekt bardzo szybko trafił w społeczne nastroje. W czasach kryzysów gospodarczych, konfliktów zbrojnych i rekordowych nierówności majątkowych wielu ludzi coraz częściej patrzy na miliarderów nie jak na symbole sukcesu, lecz uprzywilejowaną kastę funkcjonującą poza zasadami obowiązującymi wszystkich innych.
Według danych amerykańskiej Rezerwy Federalnej najbogatszy 1 procent obywateli USA kontroluje niemal jedną trzecią całego majątku kraju. Dla porównania — dolna połowa społeczeństwa posiada zaledwie kilka procent.
To właśnie na takim tle popularność zdobywają historie o przejmowanych jachtach oligarchów czy memy pokazujące miliarderów uciekających do bunkrów, gdy świat pogrąża się w chaosie.
Temat przygotowań elit na globalny kryzys od kilku lat regularnie wraca w debacie publicznej. Szczególnie głośno zrobiło się o nim po publikacji książki Douglasa Rushkoffa „Survival of the Richest”, opisującej obsesję technologicznych miliarderów na punkcie przetrwania apokalipsy.
Rushkoff przekonuje, że wielu najbogatszych ludzi świata inwestuje dziś nie tyle w futurystyczne podziemne miasta rodem z filmów science fiction, ile w świetnie chronione posiadłości wyposażone w zapasy żywności, prywatną ochronę i niezależne źródła energii.
Najbardziej fascynujące — i zarazem niepokojące — jest jednak to, że część elit traktuje podobne scenariusze całkowicie serio.
Rushkoff wspomina rozmowy z miliarderami, którzy pytali go między innymi o to, jak utrzymać lojalność ochroniarzy po załamaniu systemu finansowego. Innymi słowy: czym zapłacić ludziom pilnującym bunkra, jeśli pieniądze przestaną mieć wartość?
Dla autora to symbol głębszego problemu. Zamiast próbować rozwiązywać globalne kryzysy, część najbogatszych skupia się na planowaniu własnej ucieczki.
McDonald uważa, że jego system działa bardziej jako „barometr strachu elit” niż rzeczywisty alarm końca świata. Ale jednocześnie zwraca uwagę na coś jeszcze: skoro prywatne loty można śledzić dzięki publicznym danym, być może społeczeństwo również może dostrzec pewne sygnały wcześniej, zanim zrobi się naprawdę niebezpiecznie.
Kyle McDonald od lat zajmuje się projektami dotyczącymi nadzoru i technologicznej kontroli. Tworzył już aplikacje wykorzystujące rozpoznawanie twarzy czy analizujące publiczne bazy danych dotyczące wpływowych osób.
Sam mówi, że interesuje go odwracanie mechanizmów inwigilacji — tak, aby obserwować nie zwykłych ludzi, ale tych, którzy posiadają największą władzę i wpływy.
– Chcę budować kulturę odpowiedzialności — tłumaczy. – Ludzie powinni mieć poczucie, że nawet wobec najpotężniejszych istnieją jakieś granice.
To właśnie dlatego jego projekt nie identyfikuje konkretnych pasażerów ani właścicieli samolotów. Nie chodzi o tropienie pojedynczych osób, lecz o obserwowanie wzorców zachowań.
Paradoks polega na tym, że miliarderzy wyjątkowo nie lubią, gdy ktoś śledzi ich ruchy. W 2022 roku Elon Musk zawiesił konto studenta publikującego dane dotyczące lotów jego prywatnego odrzutowca. Problem w tym, że informacje te pochodziły z całkowicie legalnych, publicznych źródeł.
McDonald twierdzi, że najważniejszym celem projektu jest nauczenie ludzi dostrzegania schematów ukrytych w pozornym chaosie codziennych informacji.
– Chcę, żeby ludzie zaczęli myśleć jak hakerzy — mówi. – Żeby patrząc na świat, umieli zauważać zależności, a nie tylko nieustanny szum.
A jeśli jego system rzeczywiście kiedyś ogłosi alarm najwyższego poziomu?
Programista żartuje, że wtedy po prostu zadzwoni do znajomego miliardera i poprosi o miejsce w bunkrze.
Tyle że pod tym żartem kryje się bardzo niewygodne pytanie: jeśli najbogatsi rzeczywiście mają plan ucieczki na wypadek globalnej katastrofy, to co zostaje wszystkim pozostałym?

Zdj. - materiały prasowe
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze