1 maja 2026 roku zacznie obowiązywać tymczasowe porozumienie handlowe między Unią Europejską a krajami Mercosur – blokiem obejmującym m.in. Brazylię, Argentynę i Paragwaj. W teorii oznacza to otwarcie jednego z największych obszarów gospodarczych świata, liczącego około 700 milionów konsumentów. W praktyce jednak – jak zauważa Rzeczpospolita – polski biznes podchodzi do tej zmiany z wyraźną rezerwą.
Choć w debacie publicznej dominują głosy rolników obawiających się konkurencji z Ameryki Południowej, rzeczywisty ciężar porozumienia leży gdzie indziej. Chodzi przede wszystkim o przemysł oraz dostęp do surowców krytycznych – takich jak lit czy mangan – kluczowych dla transformacji energetycznej i rozwoju nowych technologii.
Jak wskazuje Adam Grzybowski z KUKE, zainteresowanie polskich firm tym kierunkiem istnieje i ma wymiar bardzo konkretny. Widać je choćby w rosnącej liczbie wniosków o ubezpieczenie inwestycji i przejęć w Brazylii. Co istotne, nie chodzi wyłącznie o przemysł ciężki – aktywność obejmuje także sektor turystyczny czy budowlany.
Jednocześnie trudno mówić o entuzjazmie. Firmy raczej sondują możliwości niż rzucają się do ekspansji. To podejście ostrożne, ale charakterystyczne dla przedsiębiorstw działających w warunkach globalnej niepewności.
Najwięcej potencjalnych korzyści upatruje się w branży motoryzacyjnej. Zniesienie ceł sięgających nawet 35 procent może realnie poprawić konkurencyjność polskich producentów części. Tomasz Bęben ze Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych zwraca uwagę, że to szansa, której wcześniej po prostu nie było.
Dochodzi do tego jeszcze jeden element – dostęp do surowców niezbędnych dla elektromobilności. W tym kontekście Mercosur staje się dla Europy partnerem strategicznym, nie tylko handlowym.
Nie brakuje jednak chłodnych ocen. Jak zauważa Jakub Faryś z Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, polskie oddziały międzynarodowych koncernów mają ograniczony wpływ na kierunki eksportu. Kluczowe decyzje zapadają w centralach, często poza Europą. To oznacza, że nawet najlepsze warunki handlowe nie gwarantują automatycznego wzrostu sprzedaży.
W sektorze spożywczym nastroje są mieszane. Optymizm wykazuje branża mleczarska – szczególnie w kontekście eksportu produktów premium, takich jak sery długodojrzewające. Agnieszka Maliszewska z Polskiej Izby Mleka podkreśla jednak, że bez wsparcia administracyjnego, zwłaszcza w zakresie procedur weterynaryjnych, potencjał ten może pozostać niewykorzystany.
Znacznie bardziej sceptyczne podejście prezentuje Andrzej Gantner z Polskiej Federacji Producentów Żywności. Owszem, widzi możliwości eksportowe – choćby w segmencie słodyczy czy alkoholi – ale jednocześnie wskazuje na poważne ryzyka. Jego zdaniem liberalizacja handlu może uderzyć w rynek surowców rolnych, a skala zagrożeń może przewyższyć potencjalne zyski.
Bilans? Umowa UE–Mercosur otwiera nowe drzwi, ale niewielu polskich przedsiębiorców ma dziś ochotę przez nie przebiegać. Zamiast tego – zaglądają ostrożnie, sprawdzając, co naprawdę czeka po drugiej stronie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze