Warszawa właśnie wskoczyła do europejskiej ekstraklasy miast, które mogą zgarnąć miliardowe inwestycje w centra danych – wynika z najnowszego raportu Baker McKenzie „Data Centers Unlocked: What’s New and What Matters”. To nie plotki. To twarde prognozy jednej z największych kancelarii na świecie.
Eksperci szacują, że globalny rynek centrów danych do 2030 roku osiągnie 600–700 mld dolarów, a to, co dziś obserwujemy w branży, to dopiero początek. Sztuczna inteligencja, chmura, cyfryzacja administracji i biznesu – wszystko to sprawia, że zapotrzebowanie na nowoczesne data center rośnie w tempie dwucyfrowym.
I tu pojawia się Warszawa.
Nie jako ciekawostka. Jako kluczowy gracz.
W raporcie Baker McKenzie stolica Polski wymieniona jest obok Mediolanu, Madrytu, Zurychu i krajów nordyckich – lokalizacji, które mogą przejąć inwestorów od największych obecnych hubów FLAP-D (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin). Dlaczego?
Bo w FLAP-D zaczynają się limity – brak energii, brak gruntów, restrykcje administracyjne.
A Polska? Ma miejsce, ma zapotrzebowanie i właśnie inwestuje w energetykę.
„Polska ma szansę stać się jednym z beneficjentów światowego boomu. Uwarunkowania regulacyjne i plany transformacji energetycznej działają na naszą korzyść”
— podkreśla Agnieszka Skorupińska, partnerka Baker McKenzie.
Centra danych zużywają 40 razy więcej energii niż inne obiekty komercyjne. To gigantyczny koszt. Dlatego inwestorzy patrzą przede wszystkim na to:
skąd można wziąć czystą, stabilną energię,
jak szybko i tanio można ją skalować,
czy kraj rozwija OZE i energetykę atomową.
W opinii kancelarii Polska daje nadzieję:
rozwój farm wiatrowych i fotowoltaicznych,
programy energetyki jądrowej,
projekty SMR (małych reaktorów modułowych).
To mocne argumenty dla branży energochłonnej.
„Sektor energii to klucz dla inwestorów centrów danych. A Polska jest dziś na ścieżce dużych, systemowych zmian”
— mówi Weronika Achramowicz, partner zarządzająca Baker McKenzie.
Raport podkreśla także atut, o którym rzadko się mówi: tereny poprzemysłowe (brownfield).
Inwestorzy data center szukają gruntów:
blisko miasta,
z dostępem do infrastruktury,
z możliwością szybkiego podłączenia do sieci.
Takich lokalizacji Warszawa ma sporo. I to daje przewagę nad wieloma europejskimi metropoliami, gdzie dostęp do terenów jest dramatycznie ograniczony.
Kapitał podąża za technologią, ale nawet giganci chcą dziś inwestować mądrzej.
Według Baker McKenzie na rynku europejskim rośnie:
liczba joint ventures,
finansowanie portfelowe,
współpraca z miastami i operatorami energetycznymi.
To znak, że branża przestaje działać w tradycyjnym modelu: „grunt–kapitał–budowa”. Teraz to wielowarstwowe projekty wymagające regulacji, energii, partnerów i infrastruktury.
„Ci, którzy zabezpieczą energię i sprawne modele finansowania, wykorzystają nadchodzącą falę rozwoju infrastruktury cyfrowej”
— wyjaśnia Weronika Guerquin-Koryzma, szefowa praktyki nieruchomości Baker McKenzie w Warszawie.
Nie dlatego, że „może”, ale dlatego, że świat szuka alternatyw dla starych hubów, a Polska spełnia coraz więcej warunków:
✔ dostępność gruntów
✔ rozwój energetyki OZE i atomowej
✔ stabilne regulacje
✔ rosnące zapotrzebowanie na infrastrukturę cyfrową
✔ centralne położenie w Europie
Jeżeli rząd, samorządy i sektor energetyczny nie spóźnią się z kluczowymi decyzjami, Warszawa może dołączyć do najdynamiczniej rozwijających się rynków data center w Europie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze