Reklama

Da się bronić swoich. Pytanie: dlaczego nie u nas?

Gdy zagraniczne produkty zaczynają wypierać krajowych producentów, reakcja może być tylko jedna: interwencja państwa. I właśnie taki scenariusz rozgrywa się dziś w Ukrainie. Tamtejszy rynek serów w coraz większym stopniu przejmują produkty z importu — głównie z Unii Europejskiej, w tym z Polski. Ukraińscy producenci biją na alarm, a rząd w Kijowie nie udaje, że problemu nie ma. Wręcz przeciwnie — rozważa konkretne działania ochronne.

Importowane sery stanowią już niemal połowę ukraińskiego rynku. Jeszcze niedawno było to 38 procent, dziś to około 45 procent i trend wciąż jest wzrostowy. Jeśli nic się nie zmieni, lokalni producenci mogą w najbliższych miesiącach stracić dominującą pozycję we własnym kraju. Dla ukraińskiego sektora mleczarskiego to sygnał ostrzegawczy — i został on głośno oraz jednoznacznie nazwany.

Związek Przedsiębiorstw Mleczarskich Ukrainy oficjalnie zwrócił się do rządu z apelem o ochronę rynku. Wskazuje, że masowy napływ zagranicznych serów zagraża nie tylko kondycji firm, ale również bezpieczeństwu żywnościowemu państwa. Padają postulaty zwiększenia wsparcia finansowego dla rodzimych producentów, a także ograniczenia mechanizmów wspierających produkty, które nie są objęte presją importową.

Reklama

I co ważne — rząd nie zamiata sprawy pod dywan. W Kijowie trwają analizy i rozmowy o konkretnych narzędziach, m.in. zwiększeniu dopłat dla serów produkowanych w Ukrainie. Przekaz jest czytelny: jeśli nasi producenci są wypierani, państwo ma obowiązek reagować.

To nie jest tekst wymierzony w Ukrainę. Wręcz przeciwnie — to przykład, który powinien dać do myślenia. Pokazuje bowiem, że ochrona własnego rynku jest możliwa, nawet w trudnych warunkach gospodarczych i politycznych. Że można postawić interes krajowych rolników i przedsiębiorców na pierwszym miejscu, nie udając, że „nic się nie da”.

Reklama

I tu pojawia się pytanie, którego w Polsce często unikamy: czy my potrafimy bronić swoich producentów równie stanowczo?

Gdy polski rynek zalewają produkty rolne lub przetworzone z zagranicy — z Ukrainy, ale też z innych krajów — reakcje bywają spóźnione, niejednoznaczne albo symboliczne. Tymczasem mamy własnych rolników, własne przetwórnie, własną produkcję, która często przegrywa nie jakością, lecz skalą i wsparciem systemowym.

Ukraiński przykład pokazuje jedno bardzo wyraźnie: ochrona rynku jest elementarną polityką gospodarczą. 

Reklama

 

Źródło: biznes.interia.pl

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości