Reklama

Czy jest suchy chleb dla konia?

11 stycznia 2001 roku w Warszawie zmarł Jarema Stępowski — aktor, pieśniarz, jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy i głosów powojennej Warszawy. Dla jednych był niezrównanym wykonawcą „Statku do Młocin”, „Taksówkarza warszawskiego” czy „Szemranego tanga”, dla innych — nieśmiertelnym zbieraczem „suchego chleba dla konia” z serialu Wojna domowa. W rzeczywistości był kimś znacznie większym: artystą, który przeprowadził warszawski folklor z knajpy na scenę.

Od złomu do teatru

Chciał zostać lekarzem. Wojna pokrzyżowała te plany. W okupowanej Warszawie prowadził na Wroniej skład butelek, szmat i złomu — jedno z miejsc, gdzie nic się nie marnowało, bo wszystko dało się sprzedać. „Zwykła szmata, gdy stawała się odpadem bawełnianym, była warta trzy razy więcej” — wspominał po latach. Jednym z jego kontrahentów był nawet szef paryskiego związku zawodowego gałganiarzy, uwięziony przez wojnę w Warszawie.

Do teatru trafił przypadkiem — w zakopiańskim sanatorium, gdzie leczył gruźlicę. Namówił go współlokator z pokoju: Gustaw Holoubek. To od niego Stępowski po raz pierwszy usłyszał, że ma głos i wyobraźnię aktora.

Reklama

Uczeń Zelwerowicza

Do szkoły teatralnej zgłosił się jako „Jarema Junosza-Stępowski”. Aleksander Zelwerowicz uciął to krótko: „Był już taki jeden”. I tak narodził się Stępowski — bez arystokratycznego przydomka, za to z temperamentem aktora ulicznego.

Zelwerowicz uczył swoich studentów odwagi i bezwstydu. Stępowski wziął to dosłownie: przebrany za włóczęgę z harmonią wsiadł do tramwaju, którym jechał profesor, i dał „koncert”. Dostał sto złotych i publiczną naganę — oraz pochwałę za to, że zrobił to „bardzo dobrze”.

Reklama

Zelwerowicz był dla niego nie tylko mistrzem, ale niemal ojcem. Gdy Stępowski wrócił do szkoły z gipsową nogą i długami po wypadku na nartach, profesor chciał wyjąć portfel. „Niech nie robi żadnych takich rzeczy, bo go uderzę” — warknął, gdy student próbował całować go po rękach.

Aktor serio i „domokrążca”

Stępowski miał na koncie role dramatyczne — choćby króla Jana Kazimierza w Mazepie Słowackiego. Grał w filmach i teatrach w Łodzi, Białymstoku, Świdnicy. Ale popularność dał mu serial Wojna domowa. Jego epizodyczny handlarz, pytający z uporem: „Czy jest suchy chleb dla konia?”, przeszedł do historii.

Reklama

To była ironia losu: aktor z wykształcenia klasycznego stał się ikoną ulicznego folkloru.

Król warszawskiej piosenki

Śpiewać zaczął dzięki Stanisławowi Grzesiukowi. Po jego śmierci przejął repertuar piosenek o warszawskich cwaniakach, taksówkarzach i nocnych knajpach. Traktował to jak hobby — a jako „amator” zdobył dwie Złote Płyty i sprzedał setki tysięcy płyt.

Był pierwszym wykonawcą piosenek Osieckiej, Młynarskiego i Ficowskiego. Dla jednych — ambasadorem miasta, dla innych — symbolem „knajackiej estetyki”. Krytyk Ryszard Marek Groński zarzucał mu promowanie prymitywizmu. Przybora, Michnikowski i Ficowski bronili go: Stępowski nie promował chamstwa — on pokazywał Warszawę taką, jaka była.

Reklama

Głos, który wracał ludziom miasto

W Londynie emigranci prowadzili go do pubów, gdzie Anglicy słuchali „Rudej Mańki” z szafy grającej. W Podkowie Leśnej płakał przed nim starzec, który twierdził, że był „Czarną Maską” z jego piosenki. W Izraelu publiczność w mundurach skandowała po polsku: „Niech żyje polski teatr!”

To nie była tylko rozrywka. To była pamięć.

Ostatni z tej Warszawy

Pod koniec życia krytykował współczesny teatr: „Aktor ma być dla publiczności, nie odwrotnie”. Nie napisał wspomnień. Zostawił głos — nagrany na płytach — i postać, która do dziś pyta: „czy jest suchy chleb dla konia?”

Reklama

Jarema Stępowski zmarł 11 stycznia 2001 roku. Spoczywa na Starych Powązkach. Razem z nim odeszła jedna z ostatnich, autentycznych Warszaw.

 

red./PAP

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości