Ceny gazu w Europie znów przyciągają uwagę rynków. Cztery kolejne dni wzrostów – najdłuższa taka seria od ponad miesiąca – pokazują, jak krucha pozostaje równowaga energetyczna na kontynencie. Za tym ruchem stoi nie tylko popyt i sezonowość, lecz przede wszystkim napięta sytuacja geopolityczna, która znów daje o sobie znać na globalnych szlakach dostaw.
Na europejskim rynku punktem odniesienia pozostają kontrakty TTF w Amsterdamie, które wzrosły do poziomu ponad 45 euro za MWh, notując wyraźny skok w krótkim czasie. Jeszcze bardziej wymowny jest fakt, że od początku tygodnia ceny poszły w górę o około 12 proc.
Inwestorzy z uwagą śledzą rozwój wydarzeń wokół konfliktu na linii USA–Iran. Kluczową rolę odgrywa tu Cieśnina Ormuz – jeden z najważniejszych na świecie szlaków transportu surowców energetycznych. Jej ograniczona dostępność automatycznie podnosi ryzyko dla dostaw gazu z regionu Zatoki Perskiej.
Sytuację dodatkowo komplikują polityczne napięcia. Donald Trump zapowiedział utrzymanie blokady irańskich portów, jednocześnie przedłużając zawieszenie broni. Z kolei w Teheranie narasta wewnętrzny spór między frakcjami politycznymi, co utrudnia wypracowanie jednolitego stanowiska wobec negocjacji.
Brak postępów w dialogu dyplomatycznym zaczyna mieć realne skutki dla rynku. Rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt, podkreśliła, że Waszyngton oczekuje konkretnych ustępstw, w tym przekazania wzbogaconego uranu przez Iran. Tymczasem Teheran odpowiada ostrą retoryką.
Przewodniczący parlamentu, Mohammad Ghalibaf, jasno stwierdził, że otwarcie Cieśniny Ormuz nie jest możliwe w obecnych warunkach. Podobny ton przyjął prezydent Masoud Pezeshkian, zarzucając USA brak wiarygodności i podtrzymywanie konfliktu.
Efekt? Rozmowy pokojowe pozostają w zawieszeniu, a rynek reaguje nerwowo. Brak dostaw LNG z Bliskiego Wschodu – regionu odpowiadającego za znaczącą część światowego eksportu – tylko pogłębia niepewność.
Na szczęście dla Europy pojawiają się też czynniki stabilizujące. Jednym z nich jest zwiększona podaż LNG z Australii. Zakład Wheatstone LNG, należący do Chevron, wrócił do pełnej produkcji po poważnej awarii spowodowanej ekstremalnymi warunkami pogodowymi.
Naprawy – jak przyznają przedstawiciele firmy – były skomplikowane i czasochłonne. Uszkodzenia infrastruktury po cyklonie wymagały szeroko zakrojonego programu technicznego, ale jego zakończenie oznacza powrót istotnych wolumenów gazu na rynek.
To jednak tylko częściowa ulga. Globalne dostawy LNG nadal pozostają napięte, a brak eksportu z Bliskiego Wschodu – szacowany nawet na jedną piątą światowej podaży – utrzymuje presję cenową.
Obecna sytuacja pokazuje jedno: rynek gazu wciąż pozostaje silnie uzależniony od polityki i wydarzeń poza Europą. Nawet pojedyncze decyzje czy konflikty w odległych regionach potrafią w ciągu kilku dni przełożyć się na rachunki za energię na naszym kontynencie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze