Reklama

By odnaleźć siebie, trzeba najpierw się zgubić

Debiutancka bajka „Złamasek” Leny Ciemnickiej rozpoczyna serię książek, które mają wymiar terapeutyczny. Rozmawiamy o odkrywaniu siebie, pokonywaniu trudności i pomyśle na książkę.

— Co zainspirowało cię do stworzenia „Złamaska”? Czy była to konkretna historia, spotkanie, a może własne doświadczenie?
— Jest to jedno z ciekawszych pytań, które pada, lecz za każdym razem kiedy je słyszę, czuję podobną radość, że mogę opowiedzieć moją historię. Od dziecka byłam bardzo wrażliwa i chyba jeszcze bardziej ciekawska, stąd moje częste zadawanie pytań, jak na młodego człowieka przystało. Podobne zainteresowanie otaczającym nas światem posiada mój sześcioletni bratanek, Jędrzej. Kiedy zaczęły się trudniejsze pytania, nad którymi czasem musiałam się bardziej pochylić, pojawił się pomysł, by stworzyć coś wyjątkowego – książeczkę, w której znajdą się odpowiedzi na trudne pytania pokazane w taki sposób, by oczarować odbiorcę, w tym wieku niesamowicie krytycznego. Kto jest bowiem bardziej szczery niż kilkulatek?

— Z wykształcenia jesteś kryminologiem. Czy napisanie tej książki sprawiło, że wybierzesz inną ścieżkę?
— Nie, absolutnie tak nie myślałam. Nie znoszę wybierać między jednym a drugim. Moim zdaniem zawsze można odnaleźć drogę, która to wszystko połączy. Pragnę czynić dobro jako kryminolog, ale również jako pisarz.

Reklama

— Okazało się, że można spełniać marzenia organizując zbiórkę w internecie. Dzięki temu wydałaś „Złamaska”. Zainteresowanie tematem cię zaskoczyło?
— Szczerze powiedziawszy tak, byłam bardzo zaskoczona zainteresowaniem moją zbiórką. W niesamowicie krótkim czasie pojawiła się kwota, która pozwoliła mi na wydruk 150 książek, którymi pragnę się podzielić z dziećmi i każdym zainteresowanym losami Złamaska.

— Dlaczego w książce pojawił się „Złamasek”?
— Doskonale pamiętam dzień, kiedy wreszcie przysiadłam do rozmyślań nad strukturą i światem mojej książki. W pewnym momencie pomyślałam o moim ukochanym zwierzęcym przyjacielu, którego straciłam. Chorował na metaboliczną chorobę kości, bardzo typową wśród gekonów lamparcich. Wtedy mnie olśniło. Zadałam sobie pytanie: „Co jeśli mogę pokazać dzieciom, że mimo przeciwności losu życie nie musi ich… łamać?”. Stąd wzięła się idea Złamaska. Bohatera, który mimo trudności nie daje się życiu łamać. Myślę, że dużo się możemy od niego nauczyć.

Reklama

— W jaki sposób chciałabyś, by dzieci w spektrum odnalazły w „Złamasku” cząstkę siebie?
— Przede wszystkim chciałabym, aby wiedziały, że zadawanie pytań jest niezbędne do rozwoju, w tym także emocjonalnego. Niekiedy jest ono spychane na boczny tor, co według mnie nie powinno się wydarzać, ponieważ dzieci są bardzo podatne na otoczenie i niebywale kruche. Pragnę też, by odnalazły w tej książce spokój, by czuły, że są rozumiane.

— Jak reagują rodzice lub opiekunowie, którzy widzieli tę książkę?
— Pozytywnie. Bardzo często się śmieją z tytułu, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Ich postrzeganie książki zmienia się, kiedy zostają z książką sam na sam. Mam wrażenie, że wtedy leczą swoje wewnętrzne dziecko, które powinniśmy pielęgnować. Doceniam każdego, kto sięga po tę historię.

Reklama

— Czego chciałabyś nauczyć dorosłych poprzez tę historię?
— By nigdy nie zapominali o tym, że czasem, by odnaleźć siebie, paradoksalnie trzeba najpierw się zgubić. Na odnajdywanie siebie nigdy nie jest za późno.

— Czy uważasz, że literatura dziecięca może realnie wpływać na postrzeganie różnorodności i empatii w społeczeństwie?
— Oczywiście, że tak. To od nas dorosłych zależy, jakie treści trafiają do dzieci. Najmłodsi dzięki książkom mogą się utożsamiać z bohaterami, budować pierwsze poglądy, uczyć się od nich sposobów rozwiązywania problemów czy też po prostu tego, że „odmienność” to bycie wyjątkowym.

Reklama

— Czy widzisz swoją misję literacką jako część większej idei – np. wspierania dzieci w trudnych sytuacjach życiowych?
— Bardzo bym chciała, aby ta bajka była tak postrzegana. Książkę dedykuję „wielkim i malutkim, wszystkim, którzy mają odwagę” – choć najmłodsi niekiedy muszą zmagać się z gargantuicznymi jak na ich niewielkie doświadczenie kłopotami, to wiem, że mają w sobie właśnie odwagę. A ja pragnę z całych sił moją twórczością tylko jej dodawać.

— Książki trafią do hospicjum dla dzieci w Olsztynie. Myślisz też o innych miejscach?
— Oczywiście, myślałam o tym wielokrotnie. Jeżeli udałoby się ponownie zebrać określone środki, chciałabym aby książki trafiły także do domu dziecka. Uważam, że te dzieci równie mocno potrzebują duchowego wsparcia, utożsamiania się z kimś w trudnej sytuacji, w której się znalazły. Myślałam już nawet nad projektem społecznym z zaangażowaniem Olsztyńskiego Centrum Wolontariatu, gdzie z maskotką Złamaska zrobilibyśmy im zajęcia dotyczących trudnych pytań, których często nie mają komu zadać.

Reklama

— Dziś działasz społecznie w Olsztynie. Spotkanie w Planecie 11 honorowym patronatem objęło Olsztyńskie Centrum Wolontariatu Federacji FOSa. Masz w planach inne miasta?
— Owszem, myślałam o innych miastach. Przede wszystkim myślałam o Płocku, mieście, spod którego pochodzę. Chciałabym opowiadać w szkołach i przedszkolach o „Projekcie Złamasek”. Jestem otwarta na współpracę z każdym, kto pragnie czynić ze mną to samo dobro.

Katarzyna Janków-Mazurkiewicz

Lena Ciemnicka – urodzona 28 października 2003 roku w Bielsku (woj. mazowieckie) – z wykształcenia kryminolog, z pasji autorka literatury dziecięcej.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/11/2025 05:33
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości