Przez lata kibice przyzwyczaili się do tego, że kolejne sportowe decyzje Roberta Lewandowskiego oznaczały również nowy rozdział w życiu jego rodziny. Tym razem jednak Anna Lewandowska postanowiła pokazać kulisy tej zmiany z zupełnie innej perspektywy. Zamiast zdjęcia z szerokim uśmiechem i optymistycznego hasła o nowym początku opublikowała poruszające wyznanie, w którym otwarcie przyznała, że przeprowadzka do Chicago budzi w niej przede wszystkim lęk.
W poniedziałek wieczorem Chicago Fire oficjalnie potwierdziło transfer Roberta Lewandowskiego. Na reakcję jego żony trzeba było poczekać niemal dobę. We wtorkowy wieczór trenerka personalna zamieściła na Instagramie obszerny wpis, w którym odsłoniła emocje towarzyszące całej rodzinie przed kolejną życiową rewolucją.
Anna Lewandowska rozpoczęła swój wpis od szczerego wyznania, że długo zastanawiała się, czy w ogóle zabierać głos.
"Mogłabym wrzucić zdjęcie z uśmiechem, napisać, że »jedziemy po nowe« i udawać, że wszystko jest idealnie. Ale nie jest. I chcę być z Wami zupełnie szczera" — napisała.
Chwilę później padły słowa, które najmocniej wybrzmiały wśród jej obserwatorów.
"Przed nami ogromna zmiana, czyli przeprowadzka do Chicago. I choć powinnam pisać o ekscytacji, to dziś chcę wam powiedzieć jedno: cholernie się boję."
Jak przyznała, ostatnie tygodnie były dla niej prawdziwym emocjonalnym rollercoasterem. Barcelona, w której rodzina mieszkała przez ostatnie lata, stała się miejscem, z którym mocno się zżyła. To właśnie dlatego myśl o ponownym pakowaniu całego życia i rozpoczynaniu wszystkiego od nowa nie jest dla niej powodem do radości.
"Barcelona stała się moim domem. Moim bezpiecznym miejscem, które pokochałam całym sercem. Myśl o tym, że znowu muszę się spakować, zostawić to, co zbudowałam, i zacząć trochę od nowa, po prostu mnie przeraża."
W swoim wpisie Lewandowska podkreśliła, że największe obawy nie dotyczą jej samej, ale córek. Dziewczynki są już związane ze swoim dotychczasowym środowiskiem, dlatego przeprowadzka oznacza dla nich konieczność odnalezienia się w zupełnie nowej rzeczywistości.
"Jako mama czuję ogromny stres. Martwię się o dziewczynki i ich emocje, o nową szkołę, o to, jak odnajdą się w zupełnie nowym świecie. Kto przechodził tak dużą przeprowadzkę z dziećmi, ten wie, jaki to ciężar psychiczny dla rodzica."
Żona nowego zawodnika Chicago Fire zwróciła uwagę, że życie u boku profesjonalnego sportowca wiąże się nie tylko z sukcesami, ale również z koniecznością podejmowania trudnych rodzinnych decyzji.
Jak zaznaczyła, od lat wspiera Roberta Lewandowskiego i również tym razem stanie za nim murem. Jednocześnie nie chce udawać, że kolejne wyzwanie nie wiąże się z ogromnym stresem.
"Życie u boku sportowca to nie tylko blaski, to też trudne, rodzinne kompromisy. Droga zawodowa Roberta stawia przed nami nowe wyzwanie. Stoję za nim murem i wspieram go z całych sił, bo jesteśmy drużyną. Ale jako kobieta mam prawo czuć lęk. Mam prawo czuć się przytłoczona i dzisiaj nie będę udawać, że jest inaczej."
Choć przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych oznacza nowy etap w życiu rodziny Lewandowskich, trenerka zapewniła, że nie zamierza rezygnować z zawodowych projektów rozwijanych w Hiszpanii.
Zapowiedziała, że nadal będzie angażować się w rozwój swoich firm, regularnie wracać do Edan Studios w Barcelonie i kontynuować pracę nad kolejnymi przedsięwzięciami.
Na zakończenie wpisu zwróciła się do swoich obserwatorów z osobistą prośbą o wsparcie. Przyznała również, że zdecydowała się opowiedzieć o swoich emocjach, ponieważ wierzy, że wiele osób mierzy się w życiu z podobnymi zmianami i nie powinno czuć presji, by za wszelką cenę udawać, że wszystko jest w porządku.
"Piszę to, bo wiem, że wiele z was też mierzy się w życiu ze zmianami, które budzą strach. Chcę, żebyście wiedziały, że to normalne. Że nie musimy być zawsze silne i »happy«."
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze