Gdyby zapytać Polaków o Jana Brzechwę, większość bez wahania wymieniłaby „Akademię Pana Kleksa”, „Kaczkę Dziwaczkę”, „Pchłę Szachrajkę” czy „Szelmostwa Lisa Witalisa”. Dla kolejnych pokoleń pozostaje twórcą dzieciństwa – autorem, którego wiersze zna się jeszcze zanim nauczy się płynnie czytać. Paradoks polega na tym, że sam Brzechwa nigdy nie marzył o takiej literackiej nieśmiertelności.
2 lipca mija 60 lat od śmierci pisarza, którego życie okazało się znacznie bardziej skomplikowane niż bajkowy świat wykreowany na kartach jego książek. Był cenionym adwokatem, współtwórcą polskiego prawa autorskiego, jednym z ludzi budujących fundamenty ZAiKS-u, błyskotliwym satyrykiem przedwojennych kabaretów i poetą marzącym o uznaniu wśród dorosłych czytelników. Historia zapamiętała go jednak przede wszystkim jako autora literatury dziecięcej – i to właśnie z tym faktem przez lata nie potrafił się pogodzić.
Zanim Jan Brzechwa zaczął tworzyć dla najmłodszych, zdobył renomę jako prawnik specjalizujący się w prawie autorskim. Występował przed sądami, współtworzył rozwiązania chroniące twórców i należał do grona osób organizujących środowisko literackie w Polsce. Jednocześnie pisał teksty dla najpopularniejszych warszawskich kabaretów, przygotowując skecze, piosenki i monologi dla scen takich jak Qui Pro Quo czy Cyrulik.
Literatura dziecięca pojawiła się w jego życiu stosunkowo późno – dopiero około czterdziestki. Co więcej, nie była efektem starannie zaplanowanej kariery. Jedne z najbardziej znanych wierszy powstały dlatego, że poeta chciał zaimponować poznanej podczas wakacji młodej przedszkolance. Teksty spodobały się znajomym, a później wydawcy. Sam autor długo uważał jednak, że nie są to utwory, z których powinien być dumny.
Nie ukrywał rozczarowania. W listach pisał z goryczą, że środowisko literackie traktuje go jak producenta „galanterii dziecięcej”, a nie prawdziwego poetę. Z przekąsem mówił nawet, że tworzy „literaturę przez duże tfu”.
Paradoksalnie właśnie brak dydaktyzmu sprawił, że dzieci pokochały jego twórczość. Bohaterowie Brzechwy nie byli krystalicznie dobrzy ani jednoznacznie źli. Lis Witalis czy Pchła Szachrajka nie wpisywali się w schemat bajek z morałem, co budziło sprzeciw pedagogów jeszcze przed wojną i długo po jej zakończeniu. Mali czytelnicy nie mieli jednak z tym problemu – przeciwnie, fascynowała ich nieprzewidywalność i humor tych opowieści.
Naprawdę nazywał się Jan Lesman. Pseudonim „Brzechwa” podsunął mu kuzyn – Bolesław Leśmian. Obawiał się, że dwóch poetów o tym samym nazwisku będzie mylonych, dlatego zaproponował nazwę zaczerpniętą od opierzonej części strzały. Choć Leśmian wprowadził młodego poetę do warszawskiego środowiska literackiego, przez długie lata Brzechwa musiał mierzyć się z porównaniami do znacznie słynniejszego krewnego. Krytycy zarzucali mu podobny język, metafory i tematykę, sugerując brak własnego stylu. Dopiero kolejne tomy poezji pozwoliły mu wypracować samodzielną pozycję.
Jego biografia pokazuje również, jak skomplikowane były wybory ludzi żyjących w XX wieku. W młodości otwarcie deklarował polską tożsamość, uczestniczył w rozbrajaniu Niemców w 1918 roku i walczył podczas wojny polsko-bolszewickiej. Był gorącym zwolennikiem Józefa Piłsudskiego. Po II wojnie światowej przyjął jednak postawę lojalną wobec nowych władz, publikując utwory wpisujące się w oficjalną propagandę PRL. Sam tłumaczył to bardzo pragmatycznie – dopiero w Polsce Ludowej jego książki osiągnęły milionowe nakłady, podczas gdy przed wojną ukazywały się w niewielkich liczbach.
Historycy do dziś spierają się, czy była to zwykła koniunkturalność, czy raczej próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Jednocześnie warto pamiętać, że Brzechwa nie angażował się w powojenne nagonki na innych twórców, a współcześni wspominali go jako człowieka, którego trudno było nakłonić do krzywdzenia innych.
Życie prywatne Brzechwy równie dalekie było od szkolnego wizerunku poczciwego autora bajek. Uchodził za eleganta, cenił luksus, markowe pióra i nienaganny wygląd. Miał powodzenie u kobiet – trzykrotnie się żenił, przeżył liczne romanse, a znajomi podkreślali jego niezwykły urok osobisty.
Okres okupacji należał do najbardziej dramatycznych w jego życiu. Ze względu na żydowskie pochodzenie ukrywał się poza gettem, pracując na służewieckim torze wyścigowym. To właśnie wtedy powstały jedne z jego najsłynniejszych dzieł, w tym „Akademia Pana Kleksa”. Z tamtego czasu pochodzi również opowieść o zatrzymaniu przez szmalcowników i nieprawdopodobnym spotkaniu z gestapo, zakończonym uwolnieniem poety oraz… odzyskaniem pozostawionego na biurku torcika. Historia brzmi niemal jak scena z literackiej groteski, ale od lat powraca we wspomnieniach osób znających Brzechwę.
Poza własną twórczością pozostawił po sobie także znakomite przekłady literatury rosyjskiej, tłumacząc między innymi Aleksandra Puszkina, Antoniego Czechowa, Siergieja Jesienina czy Ilfa i Pietrowa. Krytycy podkreślają, że odnowił polską poezję dziecięcą, odchodząc od moralizatorstwa na rzecz humoru, zabawy słowem, absurdu i wyobraźni. Dzięki temu jego książki nie zestarzały się mimo upływu dekad.
Jan Brzechwa zmarł 2 lipca 1966 roku w wieku 67 lat i został pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Pozostawił po sobie biografię pełną paradoksów – człowieka ambitnego, pełnego sprzeczności, uwikłanego w historię, który przez całe życie marzył o uznaniu jako poeta liryczny. Los zdecydował inaczej. Dziś pamiętamy go przede wszystkim jako autora, który nauczył kolejne pokolenia Polaków, że literatura może być jednocześnie błyskotliwa, zabawna i niezwykle inteligentna. To właśnie w świecie Pana Kleksa, Kaczki Dziwaczki i Lisa Witalisa Jan Brzechwa osiągnął nieśmiertelność – nawet jeśli sam długo nie chciał w to uwierzyć.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze