Reklama

AI już rządzi w urzędach. Nikt nie chce się do tego przyznać

Jeśli chcemy zrozumieć, czym naprawdę jest sztuczna inteligencja i jak może pomóc w codziennej pracy, najlepiej zacząć od rzeczy najprostszych. Od modeli tekstowych, w których zadajemy pytanie i otrzymujemy odpowiedź w formie tekstu. To pierwszy krok, by zobaczyć zarówno ogromny potencjał tej technologii, jak i jej ograniczenia – podkreśla Mariusz Stasiak vel Stasek, Inspektor Ochrony Danych w NIST. Jednocześnie ekspert zwraca uwagę na zjawisko „szarej strefy”, czyli nieformalnego i niekontrolowanego korzystania z AI przez urzędników, często bez wiedzy przełożonych.

Choć debata publiczna sugeruje, że sztuczna inteligencja dopiero wchodzi do samorządów, rzeczywistość wygląda inaczej. AI już tam jest – i to od pewnego czasu. Wielu pracowników administracji, nie informując wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast, korzysta z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, choćby po to, by szybciej napisać pismo lub odpowiedź na maila. Jak zauważa Stasiak, nie jest to zjawisko ograniczone do administracji – podobnie dzieje się w niemal każdej branży. To nie nadchodząca rewolucja, ale proces, który już trwa.

Oficjalne statystyki pokazują jednak coś innego. Według danych GUS w ubiegłym roku jedynie około 5 proc. urzędów gmin deklarowało korzystanie z rozwiązań opartych na AI. Te liczby dotyczą jednak wyłącznie formalnych, zatwierdzonych wdrożeń. W praktyce – jak przyznaje ekspert – skala nieoficjalnego użycia jest znacznie większa i może sięgać nawet 20–30 proc. pracowników. To właśnie ta nieuregulowana „szara strefa” niesie ze sobą największe ryzyko.

Reklama

Problem polega na tym, że w takich sytuacjach nikt nie ma kontroli nad sposobem wykorzystania sztucznej inteligencji. Stasiak porównuje obecną sytuację do czasów pandemii, gdy spotkania służbowe odbywały się na darmowych komunikatorach i prywatnych kontach, bez procedur, szkoleń i standardów bezpieczeństwa. Dziś podobnie bywa z AI – narzędzia są używane, ale bez wiedzy decydentów i bez jasnych zasad. Tymczasem pełna dowolność może prowadzić do poważnych konsekwencji, na przykład wtedy, gdy pracownik wprowadzi do publicznego modelu językowego arkusz Excela zawierający dane osobowe. W takiej chwili urząd traci kontrolę nad informacjami, które mogą trafić na serwery poza granicami kraju.

Mimo tych zagrożeń eksperci są zgodni: sztuczną inteligencję należy w samorządach wdrażać. Alternatywą jest pozostanie w tyle, podczas gdy technologia ta stanie się wkrótce powszechnym narzędziem pracy. Właśnie dlatego NIST prowadzi szkolenia, które pokazują, jak robić to bezpiecznie i odpowiedzialnie. Co istotne, administracja publiczna nie jest skazana wyłącznie na popularne, zagraniczne rozwiązania.

Reklama

Na rynku dostępne są także polskie modele językowe, takie jak PLLuM czy Bielik, które można pobrać i uruchomić we własnej infrastrukturze. Prostsze wersje działają nawet na zwykłym laptopie, a bardziej zaawansowane można zintegrować z elektronicznym obiegiem dokumentów, by automatycznie klasyfikowały i przekazywały pisma do odpowiednich wydziałów. Choć nie zawsze poradzą sobie z ogromnymi bazami danych, ich kluczową zaletą jest brak dostępu do internetu i pełna kontrola nad przetwarzanymi informacjami.

– To nie jest czarna magia. To po prostu oprogramowanie – podkreśla Stasiak. – Tak jak przy każdym innym systemie, przed wdrożeniem spotykamy się z dostawcą, angażujemy informatyków i inspektora ochrony danych. Udawanie, że w urzędzie nikt nie korzysta z AI, jest najgorszym możliwym rozwiązaniem.

Reklama

Dodatkowym atutem rodzimych modeli jest fakt, że podlegają one nadzorowi Ministerstwo Cyfryzacji oraz krajowych laboratoriów badawczych. Są też darmowe i – przy odpowiednim wdrożeniu – bezpieczne. W tym sensie sztuczna inteligencja staje się narzędziem podobnym do edytora tekstu: ważne nie jest to, że istnieje, ale jak z niego korzystamy.

Ekspert nie ma jednak złudzeń, że całkowite odejście od zagranicznych rozwiązań jest nierealne. Korzystanie z takich narzędzi jak Gemini czy Perplexity może jednak wiązać się z przekazywaniem danych bez podstawy prawnej lub używaniem systemów zakazanych w administracji publicznej. Dlatego każdorazowo konieczna jest analiza regulaminów, ryzyka i zgodności z przepisami – i to nie przez pojedynczego urzędnika, lecz w ramach formalnej ścieżki decyzyjnej z udziałem prawników, IT i kierownictwa.

Reklama

Podstawowa zasada jest prosta: korzystanie z narzędzi niezatwierdzonych przez pracodawcę narusza obowiązki pracownicze. Niezależnie od tego, czy chodzi o stworzenie posta informacyjnego, czy o bardziej złożone analizy, to pracodawca decyduje, jakie rozwiązania są dopuszczalne.

Jak więc mądrze rozpocząć wdrażanie AI w urzędzie? Zdaniem Stasiaka kluczowe jest wyznaczenie celu. Najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, co chcemy usprawnić i dlaczego właśnie sztuczna inteligencja ma nam w tym pomóc. Dopiero potem dobiera się narzędzia. Warto zaczynać od prostych zastosowań o niskim ryzyku, takich jak pomoc w redagowaniu tekstów, i stopniowo rozwijać kompetencje zespołu. Nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania dla wszystkich gmin – każda musi ocenić swoje potrzeby i możliwości.

Reklama

Szkolenia, jasne wytyczne, firmowe konta i kontrola nad wykorzystywanymi narzędziami to fundament bezpiecznego wdrożenia. Bo jeśli będziemy udawać, że sztucznej inteligencji w urzędzie nie ma, ona i tak będzie używana – tylko poza jakąkolwiek kontrolą. A to, jak podsumowuje ekspert, jest znacznie groźniejsze niż świadome, przemyślane i odpowiedzialne sięgnięcie po nowe technologie.

 

 

red./PAP

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/12/2025 16:05
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości