W centrum Warszawy doszło do zdarzenia, które trudno nazwać inaczej niż brutalnym aktem przemocy. Ofiarą padł 15-letni chłopak, zaatakowany przez grupę pseudokibiców. Sprawa szybko trafiła w ręce policji, a jej szczegóły rzucają niepokojące światło na skalę agresji, jaka wciąż potrafi wybuchnąć na tle kibicowskich animozji.
Według ustaleń stołecznych funkcjonariuszy, wszystko zaczęło się w okolicach jednego z warszawskich stadionów. Grupa pseudokibiców zauważyła młodych sympatyków przeciwnej drużyny. Najpierw ruszyli za nimi samochodem, jednak po chwili porzucili pojazd i kontynuowali pościg pieszo.
Uciekający nastolatkowie wbiegli na teren stadionu przy ulicy Konwiktorskiej. Większości udało się schronić, ale jeden z chłopców nie miał tyle szczęścia. Został dogoniony przez napastników.
15-latek został przewrócony na ziemię, a następnie był szarpany i kopany. Agresja nie zakończyła się jednak na pobiciu. Sprawcy sięgnęli po czarny spray, którym oznaczyli jego ciało i ubranie literą „L” – symbolem jednoznacznie kojarzonym z klubowymi podziałami.
Na koniec zabrali chłopcu plecak, pozostawiając go pobitego i upokorzonego. To właśnie ten element – demonstracyjne „oznaczenie” ofiary – szczególnie poruszył opinię publiczną.
Policja szybko ustaliła i zatrzymała trzech podejrzanych. To mężczyźni w wieku 35, 27 i 18 lat. Wszyscy usłyszeli zarzuty rozboju, a także kradzieży i ukrywania dokumentów.
Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu dwóch młodszych sprawców na okres trzech miesięcy. Najstarszy z zatrzymanych został objęty dozorem policyjnym, musi także wpłacić poręczenie majątkowe w wysokości 40 tysięcy złotych. Dodatkowo nałożono na niego zakaz kontaktowania się z pozostałymi podejrzanymi.
Sprawa ma poważny wymiar prawny – wszystkim zatrzymanym grozi kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze