W Prażmowie znów wrze. Temat planowanej autostrady A50 powraca jak bumerang, a mieszkańcy nie kryją frustracji. W środę w Urzędzie Gminy zebrało się kilkadziesiąt osób, które przyszły z jednym, jasno wybrzmiewającym przekazem: nie chcą drogi, która – jak twierdzą – miałaby przeciąć ich codzienne życie.
Spotkanie z władzami gminy nie było spokojną wymianą opinii. To raczej kolejna odsłona narastającego konfliktu między lokalną społecznością a planami infrastrukturalnymi, które – zdaniem mieszkańców – powstają ponad ich głowami.
Obawy są konkretne i bardzo osobiste. Według mieszkańców proponowany przebieg trasy oznaczałby ingerencję bezpośrednio w ich posesje albo budowę drogi w bezpośrednim sąsiedztwie domów.
– To jest najgorszy wariant, jaki może nas spotkać – mówi jeden z uczestników spotkania. – Protestowaliśmy już cztery lata temu. Zebraliśmy ponad siedem tysięcy podpisów i mam wrażenie, że nikt tego nie wziął na serio.
Inni podkreślają, że problem wykracza poza pojedyncze działki. Chodzi o charakter całego regionu.
– Ten teren rozwija się bardzo dynamicznie, przybywa mieszkańców. To też swego rodzaju zielony pierścień wokół Warszawy, który chroni przed chaotyczną urbanizacją. Boimy się, że to wszystko zostanie bezpowrotnie zniszczone – tłumaczy kolejny mieszkaniec.
W wypowiedziach często pojawia się poczucie bycia pomijanym.
– Najbardziej boli nas to, że głos mieszkańców jest ignorowany. Wygląda na to, że ważniejsze są inwestycje komercyjne niż miejsca, w których ludzie budują swoje życie – dodają.
Podczas spotkania przedstawiono dotychczasową korespondencję i działania władz gminy w kontaktach z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. Samorządowcy podkreślali, że ich stanowisko w tej sprawie pozostaje konsekwentne.
– Chcemy jasno pokazać, że nie ma zgody ani mieszkańców, ani samorządu na taki przebieg autostrady – mówił wójt gminy Michał Kmiecik. – Nasze stanowisko nie zmieniło się i nie zmieni.
To jednak nie uspokoiło nastrojów. Dla wielu uczestników spotkania same deklaracje to za mało. Oczekują konkretnych działań i realnego wpływu na decyzje.
Mieszkańcy zapowiadają kolejny krok – protest w terenie. Tym razem planują wyjść na drogę krajową nr 50 i ją zablokować. To ma być sygnał, którego – jak liczą – nie da się zignorować.
To nie pierwszy protest w tej sprawie. W styczniu mieszkańcy pojechali do Warszawy, gdzie demonstrowali przed Ministerstwem Infrastruktury. Składali petycje zarówno do resortu, jak i do GDDKiA. Na razie jednak nie widzą efektów tych działań.
Dlatego teraz zamierzają działać bardziej zdecydowanie. Bo – jak mówią – stawką nie jest tylko przebieg drogi, ale przyszłość miejsca, które wybrali na swój dom.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze