Reklama

Wirus u bram warszawskiego zoo

Warszawskie zoo wprowadza ciche zmiany. Nie chodzi o nową ekspozycję ani remont wybiegów. Tym razem stawką jest zdrowie skrzydlatych mieszkańców.

W ostatnich dniach część ptaków z Miejski Ogród Zoologiczny w Warszawie zniknęła z zewnętrznych wybiegów. To nie przypadek ani sezonowa reorganizacja. Decyzja zapadła w związku z realnym zagrożeniem wirusem ptasiej grypy, który ponownie daje o sobie znać w Europie.

Puste wybiegi, pełna mobilizacja

„W związku z aktualnym zagrożeniem występowania ptasiej grypy, ptaki przebywające na wybiegach niezabezpieczonych siatką zostały tymczasowo przeniesione do pomieszczeń wewnętrznych” – poinformowało zoo w mediach społecznościowych.

Reklama

Brzmi technicznie, ale za tym komunikatem kryje się konkretna praca zespołu opiekunów, lekarzy weterynarii i pracowników technicznych. Każde przeniesienie to logistyczna operacja: minimalizowanie stresu zwierząt, kontrola warunków w pomieszczeniach, bieżąca obserwacja ich zachowania i kondycji.

Zobacz także:

Dla odwiedzających oznacza to jedno – niektórych gatunków chwilowo nie zobaczą. Dotyczy to m.in. pingwinów, które zwykle przyciągają tłumy przy swoim wybiegu. Teraz przebywają w zamkniętych, bezpiecznych przestrzeniach.

Reklama

Ograniczenia obowiązują do odwołania. Jak podkreśla ogród, wszystko zależy od rozwoju sytuacji i zaleceń służb weterynaryjnych.

Dlaczego to konieczne?

Ptasia grypa to wirusowa choroba, która rozprzestrzenia się przede wszystkim za pośrednictwem dzikiego ptactwa. To właśnie one – migrujące, przemieszczające się na duże odległości – są najczęstszym wektorem zakażeń. Wystarczy kontakt pośredni: skażona woda, odchody, wspólna przestrzeń.

W warunkach zoo, gdzie część wybiegów jest otwarta od góry, ryzyko kontaktu z dzikimi ptakami rośnie. Nawet krótkotrwała obecność niezaproszonego gościa może oznaczać zagrożenie dla całej kolekcji.

Reklama

Choć główną przyczyną szerzenia się wirusa są dzikie ptaki, swój udział może mieć również człowiek – nieświadomie przenosząc patogen na obuwiu, odzieży czy sprzęcie.

Apel nie tylko do ogrodów zoologicznych

Inspekcja weterynaryjna przypomina, że zasady bioasekuracji obowiązują wszystkich hodowców drobiu – od dużych ferm po małe przydomowe gospodarstwa. W praktyce oznacza to:

  • unikanie miejsc bytowania dzikiego ptactwa,

  • dokładne mycie rąk po każdym kontakcie z ptakami – zarówno dzikimi, jak i hodowlanymi,

  • staranne mycie detergentem przedmiotów mających kontakt z surowym mięsem drobiowym,

    Reklama
  • używanie odzieży i obuwia przeznaczonych wyłącznie do obsługi drobiu,

  • stosowanie mat dezynfekcyjnych przy wejściach do budynków,

  • zabezpieczanie paszy przed dostępem dzikich zwierząt.

Są też rzeczy, których robić nie wolno: dotykać padłych dzikich ptaków bez odpowiednich zabezpieczeń, poić drobiu wodą ze zbiorników dostępnych dla dzikiego ptactwa czy karmić go na zewnątrz budynków, gdzie może dojść do kontaktu z wolno żyjącymi ptakami.

Ostrożność zamiast paniki

Decyzja warszawskiego zoo to przykład działania wyprzedzającego, a nie reakcji na ognisko choroby. Profilaktyka w takich miejscach to codzienność – choć najczęściej pozostaje niewidoczna dla zwiedzających.

Reklama

Puste wybiegi mogą budzić rozczarowanie, zwłaszcza u najmłodszych. Ale w tym przypadku to najlepsza możliwa wiadomość: oznaczają, że ktoś wcześniej pomyślał o bezpieczeństwie zwierząt.

A w ogrodzie zoologicznym to zawsze powinno być na pierwszym miejscu.

 

Źródło: PAP Zdj.: PAP, UM Warszawa Aktualizacja: 27/02/2026 14:57
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości