Reklama

Wicewojewoda: zostałem wprowadzony w błąd

Sprawa schroniska dla zwierząt w Sobolewie ujawniła słabości systemu kontroli, w którym kluczową rolę odgrywa Inspekcja Weterynaryjna. Bez jej jednoznacznych ustaleń urzędy – zarówno na szczeblu gminnym, jak i wojewódzkim – nie są w stanie skutecznie reagować, nawet jeśli do przestrzeni publicznej trafiają niepokojące sygnały.

Wicewojewoda mazowiecki Robert Sitnik opublikował w czwartek nagranie z wizyty w schronisku, tłumacząc, że ponownie pojechał na miejsce, by sprawdzić medialne doniesienia o złych warunkach, w jakich miały przebywać zwierzęta. Po tej wizycie nie zgłosił zastrzeżeń do funkcjonowania placówki.

Dwa dni później zapadła jednak decyzja, która całkowicie zmieniła obraz sprawy. Powiatowy lekarz weterynarii zamknął schronisko, nadając decyzji rygor natychmiastowej wykonalności. To wywołało falę krytyki wobec wicewojewody oraz żądania jego dymisji ze strony organizacji prozwierzęcych.

Reklama

W odpowiedzi Robert Sitnik opublikował obszerne oświadczenie. Jak zaznaczył, rozumie emocje, złość i rozczarowanie opinii publicznej, bo sprawa dotyczy zwierząt, które same nie są w stanie się bronić. Podkreślił jednak, że jako urzędnik działał w oparciu o informacje przekazywane mu przez instytucje powołane do kontroli.

Wicewojewoda poinformował, że pierwsze sygnały dotyczące schroniska dotarły do niego w listopadzie 2025 roku i zostały natychmiast przekazane do właściwego wydziału kontroli oraz do Inspekcji Weterynaryjnej. Jak zaznaczył, wojewoda ani wicewojewoda nie sprawują nadzoru merytorycznego nad tą instytucją i nie mają kompetencji, by samodzielnie oceniać dobrostan zwierząt.

Reklama

To właśnie Inspekcja Weterynaryjna jest jedynym organem, który dysponuje narzędziami, wiedzą i uprawnieniami do przeprowadzania rzetelnych kontroli w tego typu placówkach. Bez jej jednoznacznych ustaleń administracja publiczna opiera się wyłącznie na dokumentach i oficjalnych informacjach.

Takie miejsca bardzo często potrafią dobrze przygotować się do wizyt urzędników. Kontrole są zapowiadane, obiekty porządkowane, a problemy maskowane. Jeżeli inspekcja nie stwierdzi nieprawidłowości i nie przekaże ich dalej, urzędy zwyczajnie mogą ich nie zauważyć — podkreślają osoby znające mechanizmy działania administracji.

Reklama

Robert Sitnik zaznaczył, że jest oburzony skalą zaniedbań ujawnionych w Sobolewie, tym bardziej że ani wojewódzki, ani powiatowy inspektorat weterynarii nie przekazali mu wcześniej informacji, które mogłyby stanowić podstawę do zamknięcia schroniska.

„Wszystko, co mówiłem i robiłem w tej sprawie, robiłem w przekonaniu, że działam uczciwie. Dziś czuję, że zostałem wprowadzony w błąd przez instytucje powołane do kontroli i nadzoru” — napisał wicewojewoda, dodając, że poczucie zawodu jest dziś powszechne, także wśród urzędników.

Reklama

Zaznaczył jednocześnie, że gdy tylko pojawiły się formalne podstawy do zamknięcia schroniska, decyzja została podjęta natychmiast. Przyznał jednak, że system nie zadziałał tak, jak powinien.

„Czy system zadziałał idealnie? Nie. Ale na dziś nie ma dowodów, że ktoś świadomie odwracał wzrok. Odpowiedzi muszą paść po stronie tych instytucji, które miały obowiązek sprawować realny nadzór” — podkreślił.

W sobotę około południa obrońcy praw zwierząt zebrali się przed urzędem gminy w Sobolewie, domagając się poprawy warunków w schronisku, z którym gmina miała podpisaną umowę. Protest przeniósł się następnie pod bramy placówki, gdzie w pewnym momencie demonstranci sforsowali ogrodzenie i zaczęli spontanicznie wyprowadzać psy.

Reklama

Po godzinie 15.00 o zamknięciu schroniska poinformowali premier Donald Tusk oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Na miejscu pozostały organizacje prozwierzęce, które jeszcze w nocy oraz nad ranem w niedzielę odbierały zwierzęta.

W niedzielę wojewoda mazowiecki zapowiedział, że w najbliższych dniach oczekuje szczegółowych wyjaśnień od powiatowego inspektoratu weterynarii w Garwolinie, który sprawował nadzór nad schroniskiem. W poniedziałek rozpoczęła się także kontrola Najwyższa Izba Kontroli w urzędzie gminy w Sobolewie, a dzień później kontrolerzy weszli na teren zamkniętej placówki.

Reklama

Sprawa Sobolewa pokazuje, że jeśli zawodzi inspekcja odpowiedzialna za dobrostan zwierząt, urzędnicy i administracja publiczna reagują z opóźnieniem — nie z braku woli, lecz z braku realnych narzędzi.


red./PAP

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/01/2026 06:41
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości