Reklama

Vance mówi wprost, co jest stawką

Waszyngton nie owija w bawełnę. Wiceprezydent USA J.D. Vance w rozmowie z Fox News postawił sprawę jasno: dla administracji najważniejsze jest, by Iran nie wszedł w posiadanie broni jądrowej. To, kto będzie rządził w Teheranie po zakończeniu działań wojennych, schodzi – przynajmniej oficjalnie – na drugi plan.

– W idealnym świecie chcielibyśmy, żeby Iranem rządził ktoś, kto szanuje Stany Zjednoczone i chce z nami współpracować – powiedział Vance. Po czym dodał zdanie, które wybrzmiało najmocniej: – Ostatecznie jednak to, co stanie się z reżimem w takiej czy innej formie, jest sprawą drugorzędną wobec głównego celu prezydenta, jakim jest upewnienie się, że irański reżim terrorystyczny nie zbuduje bomby atomowej.

Ta wypowiedź nie pozostawia wątpliwości, jak Biały Dom definiuje dziś priorytety. Nie chodzi o eksport demokracji ani o zmianę władzy w Teheranie – przynajmniej nie wprost. Chodzi o strategiczną barierę: zatrzymać program nuklearny Iranu.

Reklama

„To nie będzie Irak ani Afganistan”

Vance wyraźnie starał się odciąć od doświadczeń ostatnich dwóch dekad. W amerykańskiej pamięci wciąż żywe są długie, kosztowne i społecznie wyczerpujące wojny w Iraku i Afganistanie.

– Prezydent Trump różni się od Republikanów i Demokratów z przeszłości tym, że nie pozwoli swojemu krajowi na wojnę bez jasno określonego celu – podkreślił wiceprezydent. – A cel jest prosty: Iran nie może posiadać broni jądrowej.

W tej narracji konflikt ma być ograniczony, precyzyjny i podporządkowany jednemu, jasno zdefiniowanemu zadaniu. Bez „mission creep”, bez wieloletniej obecności wojskowej, bez prób przebudowy państwa od podstaw. Przynajmniej tak brzmi oficjalna linia.

Reklama

Jastrząb czy sceptyk? Ewolucja Vance’a

Wypowiedzi Vance’a mają dodatkowy ciężar, bo jeszcze niedawno był postrzegany jako zdecydowany przeciwnik zagranicznych interwencji wojskowych. Podobne stanowisko prezentował jego bliski sojusznik medialny, komentator Tucker Carlson, który dziś otwarcie krytykuje operację przeciwko Iranowi i – według amerykańskich mediów – próbował przekonać prezydenta do rezygnacji z ataku.

Tymczasem doniesienia zza kulis pokazują bardziej złożony obraz. „New York Times” informował, że podczas wewnętrznych debat w Białym Domu Vance miał opowiadać się za uderzeniem na pełną skalę, sprzeciwiając się koncepcji ograniczonego ataku na Teheran. Według gazety argumentował za działaniem „dużym i szybkim”.

Reklama

Z kolei stacja CBS, powołując się na osobę znającą sposób myślenia wiceprezydenta, twierdzi, że choć prywatnie miał on sprzeciwiać się samej decyzji o ataku, to w przypadku jej podjęcia nalegał, by operacja była zdecydowana i przeprowadzona bez zwłoki.

To subtelna, ale istotna różnica. Nie chodzi o to, czy uderzyć, lecz jak uderzyć – jeśli decyzja już zapadnie.

Realizm zamiast ideologii

Wypowiedzi Vance’a wpisują się w coraz wyraźniejszy zwrot amerykańskiej polityki zagranicznej w stronę twardego realizmu. Celem nie jest zmiana systemu politycznego w Iranie ani kształtowanie jego przyszłości według zachodnich wzorców. Celem jest ograniczenie zagrożenia.

Reklama

W praktyce oznacza to, że jeśli Teheran zostanie pozbawiony możliwości budowy bomby atomowej, Waszyngton uzna swoją misję za wykonaną – niezależnie od tego, kto ostatecznie będzie sprawował władzę.

Czy taki scenariusz rzeczywiście pozwoli uniknąć długotrwałego uwikłania? Historia Bliskiego Wschodu uczy ostrożności. 

Źródło: PAP, Zdj. PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości