Jeszcze kilka lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić, że przed jedną z najważniejszych rezydencji królewskich w Polsce odbędzie się masowa impreza techno dla kilku tysięcy uczestników. Dziś taki obraz stał się faktem. Tereny wokół Pałacu w Wilanowie zamieniły się w przestrzeń klubowego wydarzenia, które – choć formalnie legalne – wywołało ogromne emocje i falę krytyki. W centrum sporu znalazło się pytanie nie tylko o granice organizacji imprez masowych, ale przede wszystkim o szacunek wobec narodowego dziedzictwa.
Były minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński nie pozostawił na decydentach suchej nitki. Na antenie Telewizji wPolsce24 mówił o „próbie zawłaszczenia kultury przez chamstwo”, a osoby odpowiedzialne za zgodę na wydarzenie określił mianem „troglodytów udających nowoczesność”.
Impreza Circoloco Warsa zgromadziła około siedmiu tysięcy uczestników. Organizatorzy podkreślali, że wydarzenie zostało przygotowane zgodnie z procedurami i uzyskało wszystkie wymagane zgody — zarówno od Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, jak i władz Warszawy. Formalnie wszystko miało więc odbywać się zgodnie z prawem.
Problem polega jednak na czymś znacznie głębszym niż administracyjne pozwolenia. Dla wielu osób Wilanów nie jest zwykłą przestrzenią eventową, którą można dowolnie wykorzystywać pod kolejne komercyjne przedsięwzięcia. To symbol polskiej historii, miejsce związane z królem Janem III Sobieskim i jedna z najbardziej rozpoznawalnych pereł polskiego dziedzictwa kulturowego.
Krytycy wydarzenia zwracają uwagę, że państwowe instytucje kultury coraz częściej zaczynają traktować historyczne miejsca jak atrakcyjne scenografie dla widowisk nastawionych przede wszystkim na efekt i zysk. W ich opinii zaciera się granica między popularyzacją kultury a jej zwykłą komercjalizacją.
Największe emocje wywołały jednak zdjęcia i relacje pokazujące stan terenów wokół pałacu po zakończeniu wydarzenia. W mediach społecznościowych pojawiły się fotografie zniszczonej zieleni, rozjeżdżonych fragmentów trawników i pozostawionych śladów po masowej imprezie.
To właśnie te obrazy sprawiły, że dyskusja szybko przestała dotyczyć samej muzyki techno. Dla wielu osób problemem nie jest gatunek muzyczny, lecz pytanie o granice ingerencji w miejsca o wyjątkowym znaczeniu historycznym.
W sieci zaczęły pojawiać się komentarze osób oburzonych tym, że przestrzeń uznawana za dobro narodowe została podporządkowana imprezie o charakterze czysto rozrywkowym. Pytano, czy podobne wydarzenia mogłyby odbywać się przed najważniejszymi zabytkami Europy Zachodniej i czy w Polsce nie dochodzi dziś do stopniowego obniżania standardów ochrony dziedzictwa.
Prof. Piotr Gliński w ostrych słowach ocenił zarówno organizatorów wydarzenia, jak i osoby, które wydały zgodę na jego organizację. Były minister kultury stwierdził, że pod hasłem nowoczesności próbuje się dziś wypierać tradycyjne rozumienie kultury i szacunku wobec narodowego dziedzictwa.
— „Chamstwo próbuje zapanować nad prawdziwą kulturą. W mojej opinii to są troglodyci, którzy udają, że są nowocześni” — mówił na antenie Telewizji wPolsce24.
Dyskusja wokół wydarzenia w Wilanowie prawdopodobnie jeszcze długo nie ucichnie. Dla jednych była to próba otwarcia zabytkowej przestrzeni na nowe formy aktywności i młodszą publiczność. Dla innych — symboliczny moment przekroczenia granicy, po której narodowe dziedzictwo zaczyna być traktowane jak dekoracja dla masowej rozrywki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze