Po groźnym wypadku autobusu miejskiego w Warszawie pojawiło się wiele pytań i teorii dotyczących przyczyn zdarzenia. Miejskie Zakłady Autobusowe stanowczo odcinają się od pojawiających się spekulacji. Spółka zapewnia, że nie ma możliwości zdalnego przejęcia kontroli nad autobusem marki Solaris, a producent potwierdza tę wersję.
Po niedzielnym wypadku autobusu miejskiego na warszawskim Rondzie Zesłańców Syberyjskich trwa intensywne wyjaśnianie okoliczności zdarzenia. W międzyczasie Miejskie Zakłady Autobusowe postanowiły odnieść się do pojawiających się w mediach i internecie hipotez dotyczących możliwych przyczyn wypadku.
Spółka wydała oficjalne oświadczenie, w którym podkreśliła, że do czasu zakończenia działań policji i prokuratury nie będzie komentować potencjalnych przyczyn zdarzenia. Jak zaznaczono, autobus został zabezpieczony przez śledczych, a jego szczegółowe badanie będzie możliwe dopiero po zakończeniu czynności procesowych.
MZA stanowczo zaprzeczyło jednak pojawiającym się sugestiom, jakoby przyczyną mogła być awaria pedału przyspieszenia. Według przewoźnika w autobusach tej serii nie odnotowano wcześniej podobnych usterek. Co więcej, ewentualna awaria potencjometru – jak wyjaśnia spółka – skutkowałaby zatrzymaniem pojazdu, a nie jego niekontrolowanym przyspieszeniem.
Jeszcze bardziej jednoznaczne stanowisko dotyczy teorii o możliwości zdalnego przejęcia kontroli nad autobusem. MZA zapewnia, że taka opcja technicznie nie istnieje, a identyczne stanowisko przedstawił producent pojazdu – firma Solaris Bus & Coach.
Do dramatycznego zdarzenia doszło w niedzielę. Autobus linii 186 najpierw zderzył się z tramwajem, następnie uderzał w kolejne pojazdy, uszkadzając po drodze siedem samochodów, po czym wjechał do przejścia podziemnego, spychając do niego także jedno z aut. Według policji ostatecznie w całym zdarzeniu uczestniczyło 14 samochodów osobowych.
W wyniku wypadku poszkodowanych zostało sześć osób. Dwie z nich, w tym osoba niepełnoletnia, trafiły do szpitala.
Za kierownicą autobusu siedział 58-letni kierowca. Badanie wykazało, że był trzeźwy, a test na obecność środków odurzających również dał wynik negatywny. Mężczyzna przekazał policjantom, że podczas jazdy pojawiły się problemy z hamowaniem, co mogło wskazywać na awarię techniczną.
Na razie śledczy nie przesądzają o przyczynach wypadku. Odpowiedź na pytanie, co doprowadziło do utraty panowania nad autobusem, mają przynieść szczegółowe ekspertyzy techniczne oraz prowadzone postępowanie prokuratorskie. Do tego czasu zarówno przewoźnik, jak i producent apelują o powstrzymanie się od formułowania niepotwierdzonych teorii.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze