Nie był na służbie, nie miał obowiązku reagować. A jednak to on jako pierwszy walczył o życie 72-latka, który dostał zawału i przestał oddychać w samochodzie. Ta decyzja zapadła w kilka sekund.
To miał być zwykły dzień wolny. Policjant Oddziału Prewencji Policji w Płocku, Arkadiusz Lewiński, przejeżdżał przez Zieluń, gdy na ulicy Świętojańskiej zauważył zaparkowany samochód i grupę wyraźnie zdenerwowanych ludzi. Coś było nie tak.
Zatrzymał się i podszedł zapytać, czy może pomóc. Usłyszał, że w aucie siedzi mężczyzna, który chwilę wcześniej złapał się za klatkę piersiową, powiedział żonie o piekącym bólu i… stracił przytomność.
Policjant nie tracił ani chwili. Sprawdził czynności życiowe – 72-latek nie oddychał i nie reagował. Polecił wezwać pomoc i natychmiast wyciągnął mężczyznę z samochodu. Na poboczu rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową.
Przez około 10 minut prowadził RKO bez przerwy. Dopiero potem na miejsce dotarli strażacy z OSP w Zieluniu z automatycznym defibrylatorem AED. Wspólnie kontynuowali walkę o życie seniora. Defibrylator, kolejne uciski, kolejne minuty napięcia.
Udało się. Funkcje życiowe wróciły. Chwilę później mężczyzna trafił karetką do szpitala.
Ten przypadek pokazuje jedno: w sytuacjach nagłych liczy się każda sekunda. Zawał serca nie daje drugiej szansy, ale szybka reakcja – nawet przypadkowego świadka – może zdecydować o życiu albo śmierci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze