Po zimie, która zdawała się nie mieć końca, i wiośnie, która długo nie mogła się rozkręcić, sezon na szparagi w Polsce startuje z opóźnieniem — i to wyraźnie odczuwalnym w portfelach. Pierwsze krajowe pęczki pojawiły się na straganach w cenach, które dla wielu smakoszy mogły być zaskoczeniem. Jednak za tą sytuacją stoją nie tylko kaprysy pogody, ale też głębsze zmiany na rynku i rosnący apetyt Polaków na to wyjątkowe warzywo.
Na początku tygodnia ceny szparagów w sklepach warzywnych sięgały nawet 35 zł za pęczek — niezależnie od tego, czy były to szparagi białe, czy zielone. Choć w kolejnych dniach zaczęły spadać i obecnie oscylują wokół 26 zł, początek sezonu jasno pokazał, jak bardzo pogoda potrafi wpłynąć na rynek.
Eksperci nie mają wątpliwości: długa, mroźna zima i chłodna wiosna opóźniły wegetację. Szparagi zaczęły plonować później, a ich dostępność w pierwszych dniach sezonu była ograniczona. To klasyczny mechanizm — mała podaż przy rosnącym popycie niemal automatycznie przekłada się na wyższe ceny.
Co ciekawe, podobna sytuacja występuje nie tylko w Polsce. W Niemczech — jednym z największych europejskich rynków szparagowych — konsumenci również narzekają na ceny, które momentami przewyższały koszt paliwa. To pokazuje, że problem ma charakter regionalny, a nie lokalny.
Choć ceny mogą odstraszać, zainteresowanie szparagami w Polsce systematycznie rośnie. Jeszcze kilka lat temu były traktowane jako produkt sezonowy dla koneserów, dziś coraz częściej trafiają na codzienne stoły.
Produkcja krajowa jednak nie nadąża za tym trendem. Powierzchnia upraw szparagów wynosi obecnie około 2,5 tys. hektarów i powoli rośnie, ale to wciąż za mało, by zaspokoić rosnący popyt. Coraz większą popularnością cieszą się zwłaszcza szparagi zielone, które są łatwiejsze w uprawie i przygotowaniu.
Dane handlowe mówią jasno: Polska więcej szparagów importuje, niż eksportuje — i to z roku na rok w coraz większym stopniu. W 2025 roku import przekroczył 3,2 tys. ton, a deficyt handlowy pogłębił się do około 2,7 tys. ton. Najwięcej warzyw trafia do Polski z Niemiec i Hiszpanii, szczególnie w kwietniu, kiedy krajowa produkcja dopiero się rozpędza.
Z drugiej strony Polska pozostaje ważnym eksporterem — głównym odbiorcą naszych szparagów są właśnie Niemcy. To paradoks rynku, w którym kraj jednocześnie importuje i eksportuje ten sam produkt, zależnie od momentu sezonu i dostępności.
Jeśli mówić o polskich szparagach, nie sposób pominąć Wielkopolski. To właśnie ten region odpowiada dziś za około dwie trzecie krajowej produkcji, umacniając swoją pozycję jako szparagowe centrum Polski.
Szczególnie wyróżnia się powiat wolsztyński, gdzie działa co trzecia krajowa plantacja, oraz powiat nowotomyski. Prawdziwym fenomenem jest jednak gmina Przemęt — miejsce, które śmiało można nazwać stolicą polskiego szparaga. Znajduje się tam blisko jedna piąta wszystkich upraw w kraju, a tylko w ostatnim roku areał zwiększył się o ponad 150 hektarów.
Lokalne władze nie ukrywają ambicji i aktywnie promują region poprzez wydarzenia tematyczne, takie jak święta szparaga czy festyny kulinarne. To nie tylko element promocji, ale też sposób na budowanie tożsamości regionalnej wokół produktu, który ma realny potencjał eksportowy.
Sezon zbiorów w Polsce trwa zazwyczaj od drugiej połowy kwietnia do 24 czerwca. To krótki, intensywny okres, który decyduje o opłacalności całorocznej pracy plantatorów.
Szparagi to jednak nie tylko produkt rynkowy, ale też wartościowy element diety. Bogate w witaminy z grupy B, kwas foliowy, witaminę C oraz błonnik, są cenione za właściwości prozdrowotne — od wspierania układu nerwowego po działanie antyoksydacyjne. Nie brakuje też opinii o ich właściwościach afrodyzjakalnych.
Na świecie dominują producenci tacy jak Chiny, Meksyk i Peru, które odpowiadają za około 65 proc. globalnej produkcji. Polska, choć wciąż niewielki gracz, ma potencjał, by umacniać swoją pozycję — zwłaszcza jeśli krajowi producenci zdecydują się na inwestycje i rozwój upraw.
Jedno jest pewne: choć początek sezonu bywa wymagający, wraz z kolejnymi tygodniami szparagi staną się bardziej dostępne — i przystępne cenowo. A wtedy trudno będzie znaleźć powód, by z nich nie korzystać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze