Jeszcze kilka lat temu wielu mieszkańców uważało ten blok za spokojne miejsce do życia. Dziś coraz częściej zamiast o codzienności rozmawiają o bezpieczeństwie. W budynku przy ulicy Hirszfelda na warszawskim Imielinie pękają ściany, sufity i podłogi. Rysy pojawiają się nie tylko w mieszkaniach, ale również na klatkach schodowych. Lokatorzy mówią wprost: boją się, że pewnego dnia może dojść do tragedii.
Z naszą kamerą jako pierwsi dotarliśmy do mieszkańców, którzy od miesięcy próbują alarmować o pogarszającym się stanie technicznym budynku. Emocji nie kryją już nawet ci, którzy wcześniej starali się zachować spokój.
– Pęknięcia idą przez całe ściany. W niektórych miejscach mogę praktycznie zajrzeć przez szczelinę do drugiego pomieszczenia. Popękana jest też podłoga na klatce schodowej. Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy ten blok zwyczajnie się nie rozsunie – mówi Agata Parczewska, jedna z mieszkanek.
Budynek powstał w technologii wielkiej płyty, charakterystycznej dla wielu warszawskich osiedli z lat PRL-u. Choć tego typu konstrukcje od lat budzą emocje, mieszkańcy podkreślają, że nigdy wcześniej sytuacja nie wyglądała tak źle.
Według władz spółdzielni problem może wynikać z kilku nakładających się czynników. Mowa między innymi o błędach konstrukcyjnych klatki schodowej oraz braku odpowiednich dylatacji, które pozwalają budynkowi „pracować” pod wpływem temperatur i obciążeń.
– W przypadku budynku przy Hirszfelda 2 mamy do czynienia z co najmniej dwiema przyczynami, które wpływają na bezpieczeństwo i stateczność całej konstrukcji – tłumaczy Rafał Januszkiewicz, prezes zarządu SBM Imielin.
Dla mieszkańców takie wyjaśnienia brzmią jednak coraz mniej uspokajająco. Zwłaszcza że mimo kolejnych ekspertyz i spotkań nadal nie przedstawiono konkretnego planu naprawy.
Największe emocje wywołały słowa, które – jak twierdzą mieszkańcy – padły podczas jednego ze spotkań ze spółdzielnią. Według relacji lokatorów mieli usłyszeć, że dopiero katastrofa budowlana mogłaby uruchomić szybsze procedury i pełne odszkodowania.
– Odebraliśmy to tak, jakby tragedia miała być najprostszym rozwiązaniem problemu. Jakby dopiero wtedy coś zaczęło się dziać – mówi Agata Parczewska.
Prezes spółdzielni odpiera zarzuty i przekonuje, że jego słowa zostały źle zinterpretowane.
– Chodziło wyłącznie o kwestie formalne związane z ubezpieczeniem i procedurami. Nikt nie dopuszcza myśli o katastrofie budowlanej i nikt nie chce takiego scenariusza – podkreśla Rafał Januszkiewicz.
Mimo tych zapewnień atmosfera wokół sprawy pozostaje napięta. Mieszkańcy przyznają, że coraz trudniej im ufać deklaracjom, skoro kolejne miesiące mijają, a sytuacja w budynku nadal się pogarsza.
Niepokój potęguje fakt, że – jak wskazują przedstawiciele rady nadzorczej – nadal nie ma jednej, ostatecznej diagnozy dotyczącej źródła problemów. Wciąż trwają poszukiwania projektanta i wykonawcy, którzy podjęliby się stabilizacji konstrukcji lub kompleksowego remontu budynku.
– To najbardziej przerażające. Nadal operujemy roboczymi hipotezami i nie mamy jasnej odpowiedzi, co dokładnie dzieje się z tym budynkiem – mówi Alexander Miszczenko, przewodniczący komisji rewizyjnej rady nadzorczej SBM Imielin.
Spółdzielnia zapewnia, że sytuacja jest monitorowana i pozostaje pod kontrolą. Dla części mieszkańców takie zapewnienia brzmią jednak coraz bardziej jak uspokajająca formułka niż realny plan działania.
– Jeśli to ma być kontrola, to trudno mi to nawet komentować – odpowiada jedna z lokatorek.
Dziś mieszkańcy Hirszfelda żyją między kolejnymi ekspertyzami a narastającym lękiem. Każde nowe pęknięcie przypomina im, że problem nie zniknął. A czasu na znalezienie rozwiązania może być coraz mniej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze