Rodzice przeżyli dramat, którego nie zapomną do końca życia. Gdy rano zajrzeli do pokoju syna, chłopiec już nie oddychał. Mimo godzinnej reanimacji nie udało się go uratować. Do tragedii doszło w warszawskim Ursusie. Służby apelują do rodziców: sprawdzajcie, czy dzieci nie zasypiają z jedzeniem lub słodyczami.
W poniedziałkowy poranek, 3 listopada, warszawskie pogotowie ratunkowe otrzymało dramatyczne zgłoszenie. Z jednego z domów jednorodzinnych w dzielnicy Ursus dzwonili zrozpaczeni rodzice siedmiolatka. Chłopiec nie oddychał.
Z relacji rodziców wynika, że wieczorem wszystko było w porządku. Rano, około godziny 7, weszli do pokoju syna i zauważyli, że leży w łóżku bez oznak życia. Natychmiast wezwali pomoc. Ratownicy z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego „Meditrans” przez blisko godzinę walczyli o życie dziecka, jednak bezskutecznie.
Na miejscu pojawiła się policja i prokurator. Wstępne ustalenia wskazują, że był to nieszczęśliwy wypadek. Nic nie świadczy o udziale osób trzecich.
Nieoficjalne ustalenia Onetu wskazują, że na poduszce, obok chłopca, leżała paczka żelek. 7-latek mógł zjeść je przed snem lub w nocy i zasnąć, mając je w buzi. Najprawdopodobniej doszło do zakrztuszenia.
Rzecznik stołecznego pogotowia „Meditrans” Piotr Owczarski zaapelował w rozmowie z RMF FM do rodziców, aby przed snem sprawdzali, czy ich dzieci nie mają w ustach słodyczy lub drobnych przedmiotów, którymi mogą się zadławić.
– To dramatyczna sytuacja, która pokazuje, jak łatwo o tragedię w domu. Wystarczy chwila nieuwagi – powiedział Owczarski.
Służby przypominają, że nawet pozornie niegroźne przysmaki mogą być śmiertelnie niebezpieczne, jeśli dziecko spożywa je tuż przed zaśnięciem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze