Prokuratura bada okoliczności tragicznej śmierci 19-letniej Oliwii z okolic Kozienic. Śledczy analizują nie tylko przebieg samego wypadku drogowego, ale również działania ratowników medycznych, którzy udzielali pomocy młodej kobiecie. Rodzice dziewczyny mają wątpliwości zarówno co do przyczyn zdarzenia, jak i przebiegu akcji ratunkowej.
Dla Grzegorza i Nataszy Dróżdż życie zatrzymało się w chwili, gdy stracili jedyną córkę. Ich dramat trudno opisać słowami.
– Oliwia była dzieckiem z in vitro. Staraliśmy się o nią przez trzy lata – mówili ze łzami w oczach.
Do tragedii doszło zaledwie kilkaset metrów od miejsca, z którego rozpoczęła się podróż. Samochód, którym jechała 19-latka, uderzył w ogrodzenie jednego z domów. Kierowca został już przesłuchany przez śledczych. Jak wynika z jego relacji, miał stracić panowanie nad pojazdem, próbując zareagować na sytuację na drodze.
Według informacji przekazanych przez Prokuraturę Okręgową w Radomiu, mężczyzna wskazywał na samochód nadjeżdżający z przeciwnego kierunku, który miał wpłynąć na przebieg zdarzenia.
Rodzice Oliwii nie są jednak przekonani do przedstawianej wersji wydarzeń. Szczególne wątpliwości budzi podawana prędkość, z jaką miał poruszać się samochód.
Według dotychczasowych ustaleń auto miało jechać około 70 km/h. Ojciec dziewczyny uważa jednak, że rzeczywista prędkość mogła być znacznie wyższa.
Jak podkreśla, przeanalizował nagrania z kamer monitoringu znajdujących się przy trasie przejazdu. Jego zdaniem zapis wskazuje, że samochód mógł poruszać się z prędkością przekraczającą 100 km/h.
Dodatkowe pytania budzi również sam pojazd. Jak twierdzi rodzina zmarłej, auto było po licznych modyfikacjach technicznych. Miało dysponować mocą przekraczającą 300 koni mechanicznych, wysokim momentem obrotowym i napędem na tylne koła.
Postępowanie nie ograniczy się jednak wyłącznie do ustalenia przyczyn wypadku. Na wniosek rodziców prokuratura zbada także przebieg akcji ratunkowej oraz działania zespołu pogotowia ratunkowego, który udzielał pomocy Oliwii.
W tym celu powołani mają zostać niezależni biegli. Ich zadaniem będzie ustalenie bezpośredniej przyczyny śmierci młodej kobiety oraz odpowiedź na pytanie, czy sposób działania służb medycznych mógł mieć jakikolwiek wpływ na finał tej sprawy.
Śledczy chcą zweryfikować, czy podczas udzielania pomocy nie doszło do błędów lub zaniedbań, które mogły wpłynąć na stan pacjentki.
Tymczasem, jak udało się ustalić, po zdarzeniu w kozienickim szpitalu przeprowadzono wewnętrzną kontrolę. Według wstępnych ustaleń placówki nie wykazała ona żadnych nieprawidłowości. Ostateczne odpowiedzi ma jednak przynieść prowadzone postępowanie prokuratorskie oraz opinia niezależnych ekspertów
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze