Jeszcze kilka dni temu stał na moście Golden Gate w San Francisco, patrząc na mgłę unoszącą się nad zatoką. Dziś ma już za sobą pierwszy z 50 maratonów, które chce przebiec w ciągu 50 dni — i to w każdym z amerykańskich stanów. Dla większości ludzi taki plan brzmi jak scenariusz filmu albo internetowe wyzwanie bez szans na realizację. Dla Tomasza Sobani to kolejny krok w drodze, którą od lat konsekwentnie buduje własnymi nogami.
Biegacz ze Śląska, nazywany przez kibiców „Polskim Forrestem Gumpem”, rozpoczął właśnie projekt, który może przejść do historii światowego ultramaratonu. Jeśli dopnie swego, dołączy do absolutnie elitarnego grona ludzi, którzy dokonali czegoś niemal niewyobrażalnego. Wcześniej udało się to tylko jednej osobie — amerykańskiemu ultramaratończykowi Deanowi Karnazesowi w 2006 roku.
– Teraz ja, Polak, chłopak z małej miejscowości na Śląsku, mam szansę napisać nową historię – mówi Sobania.
Finał ekstremalnej wyprawy zaplanowano na 28 czerwca na nowojorskim Times Square. Do tego czasu przed nim tysiące kilometrów, niekończące się podróże między stanami, zmęczenie, brak snu i walka z własnym organizmem.
Choć projekt wygląda jak sportowy kosmos, Sobania przyznaje, że największym przeciwnikiem wcale nie musi być dystans. Paradoksalnie bardziej niż samych maratonów obawia się chaosu organizacyjnego.
W ciągu 50 dni jego zespół będzie musiał przemieszczać się praktycznie bez przerwy. Większość trasy pokonają dwoma kamperami, ale między niektórymi stanami konieczne będą loty samolotem — szczególnie na Hawaje i Alaskę. Każde opóźnienie może oznaczać katastrofę dla całego harmonogramu.
– Fizycznie jestem przygotowany najlepiej w życiu. Bardziej boję się logistyki, lotów, zmiany stref czasowych i tego, że organizm po prostu nie będzie miał kiedy się regenerować – przyznaje biegacz.
W wyprawie uczestniczy sześcioosobowy sztab: fizjoterapeuta, operatorzy kamer, kierowcy oraz osoba odpowiedzialna za media społecznościowe. Każdy dzień będzie rozpisany niemal co do minuty. Sobania nie zamierza jednak zwalniać tempa. Podczas maratonów planuje robić maksymalnie dwie krótkie, piętnastominutowe przerwy.
Potem — jak sam mówi — „dalej rura”, żeby zdążyć do kolejnego stanu.
Tomasz Sobania od dawna buduje wizerunek człowieka, który bardziej niż rekordy ściga własne ograniczenia. I właśnie to podejście wydaje się dziś jego największą siłą.
– Mam proste nastawienie: będę walczył do upadłego. Nie ma opcji, żebym się poddał – podkreśla.
To nie jest pusty slogan. W ostatnich latach Sobania regularnie realizował projekty, które dla większości biegaczy wydawały się nierealne. W 2025 roku przebiegł całe Stany Zjednoczone — z Nowego Jorku do San Diego. Pokonał ponad 5250 kilometrów i ukończył 125 maratonów w 139 dni, zostając pierwszym Polakiem, który dokonał takiego wyczynu.
Wcześniej przebiegł trasę z Chorzowa do greckiego Maratonu i z powrotem, codziennie pokonując dystans klasycznego maratonu. Jeszcze wcześniej ruszył ze stadionu Piasta Gliwice aż pod Camp Nou w Barcelonie, gdzie spotkał się z Robertem Lewandowskim. Był też bieg do Rzymu zakończony audiencją u papieża i charytatywną zbiórką dla chorej dziewczynki.
Każdy kolejny projekt wydawał się większy od poprzedniego. Ale ten obecny może być najbardziej brutalnym testem w jego życiu.
W całej historii Sobani łatwo zauważyć coś, co wykracza poza sport. To nie jest wyłącznie opowieść o kilometrach, medalach czy rekordach Guinnessa. Polski ultramaratończyk od początku podkreśla, że chce inspirować ludzi, którzy sami nie wierzą, że mogą zrobić coś wielkiego.
Hasło całego projektu brzmi: „Możesz więcej niż myślisz”.
Podczas wyprawy prowadzona będzie również akcja edukacyjna dotycząca transplantologii „Twoje TAK ma moc” oraz zbiórka dla fundacji STARS4STARS wspierającej dzieci poszkodowane w wypadkach.
Sobania mówi wprost, że chce być dowodem na to, iż nie trzeba wielkich pieniędzy, znajomości ani idealnego startu, żeby realizować marzenia.
Na trasę zabrał 10 par butów, dziesiątki litrów napojów izotonicznych i coś, czego nie da się spakować do kampera — przekonanie, że granice człowieka często istnieją tylko w głowie.
Teraz przed nim 49 kolejnych maratonów. I walka, która dopiero się zaczyna.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze