Reklama

Płock kontra Berlin. Walka o powrót "Gaude, Mater Polonia" do Polski

Kiedy w berlińskiej Staatsbibliothek odnaleziono średniowieczny rękopis z pieczęcią Biblioteki Seminaryjnej w Płocku, wydawało się, że sprawa jest oczywista. Oto dokument, który Niemcy zrabowali w 1941 roku, powraca na światło dzienne. Polska — ofiara grabieży kulturalnej — powinna wystąpić po swoje. A jednak dziś, zamiast entuzjazmu i szybkiej reakcji, słychać urzędowy chłód.

Pismo z Ministerstwa: „Dopiero niepodważalny dowód…”

Z oficjalnego pisma Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, podpisanego przez sekretarza stanu Macieja Wróbla, wynika, że resort nie zamierza występować natychmiast o zwrot rękopisu.
W liście skierowanym do marszałka Sejmu Szymona Hołowni czytamy:

„Dopiero niepodważalny dowód w postaci potwierdzenia tożsamości obiektu i bezsprzeczne wskazanie jego proweniencji pozwalają na podjęcie odpowiednich działań restytucyjnych w myśl przepisów prawa krajowego oraz międzynarodowego.”

Słowa te budzą sprzeciw wielu obserwatorów. W oczach opinii publicznej trudno zrozumieć, jak można mieć wątpliwości wobec dokumentu opatrzonego pieczęcią polskiej biblioteki i związanego z jedną z najstarszych pieśni polskiego dziedzictwa.

Reklama

Paweł Jabłoński: „To jest szokujące – nawet jak na standardy tej ekipy”

Poseł Paweł Jabłoński, który zadał ministerstwu oficjalne pytanie w tej sprawie, nie krył oburzenia:

„To jest jednak szokujące – nawet jak na standardy tej ekipy. Pamiętacie sprawę rękopisu ‘Gaude, Mater Polonia’? W 1941 ukradli go Niemcy – a pod koniec 2023 r. znaleziono go w berlińskiej Staatsbibliothek. Sprawa jest oczywista: niemieccy złodzieje ukradli naszą własność – bezcenny tekst naszej kultury – i mają psi obowiązek natychmiast go oddać. (…) Zapytałem, jakie konkretne działania podjęli, żeby ten skradziony rękopis odzyskać. I wiecie, co mi odpowiedzieli? Że mają wątpliwości.”

Reklama

Jabłoński komentował dalej, że „dopiero gdy znajdziemy niepodważalny dowód, że rękopis jednej z najstarszych polskich pieśni, z pieczęciami polskiej biblioteki, jest naprawdę własnością Polski – dopiero wtedy pokornie poprosimy Niemców, żeby oddali to, co ukradli”.

Dla wielu Polaków to nie tylko oburzenie polityczne, lecz głęboki sprzeciw wobec sposobu, w jaki urzędnicy podchodzą do tematu narodowego dziedzictwa.

Magdalena Ogórek: „Witajcie w świecie zbrodniarzy bez kary”

Publicystka i historyczka Magdalena Ogórek patrzy na sprawę szerzej – z perspektywy powojennego prawa międzynarodowego, które, jak pisze, faworyzuje sprawców grabieży:

Reklama

„To, że rękopis ‘Gaude, Mater Polonia’ nie wróci do Polski (…) niestety wcale nie jest szokujące! Po II wojnie światowej prawo międzynarodowe napisano tak (by to obrabowana ofiara musiała udowodnić, że zrabowany obiekt należał do niej). Jeśli rodowe zdjęcia, notatki czy inwentarze przepadły w zawierusze wojennej, ofiara zostawała nie tyle z niczym, co z podwójną traumą. Witajcie w świecie zbrodniarzy bez kary.”

Ogórek przypomina, że przez dekady to Polska – kraj ofiara – musiała „ponad wszelką wątpliwość” udowadniać niemieckim instytucjom, że dany artefakt był jej własnością. Wielu przypadków nie udało się rozwiązać, bo dowody spłonęły w czasie wojny.

Reklama

Niemieckie prawo, polska cierpliwość

Ministerstwo tłumaczy, że pracuje nad kompleksową kwerendą archiwalną i biblioteczną, prowadzoną we współpracy z Biblioteką Narodową, aby zebrać pełną dokumentację dotyczącą nie tylko tego rękopisu, lecz także innych zrabowanych zabytków odnalezionych w Niemczech.
Resort zapewnia, że proces restytucyjny „będzie przebiegać z poszanowaniem przepisów prawa”, co w praktyce może oznaczać lata oczekiwania.

Symboliczny wymiar: pieśń narodu poza jego granicami

„Gaude, Mater Polonia” to nie tylko hymn religijny czy historyczny utwór. To pieśń, która towarzyszyła Polsce od średniowiecza – śpiewana w chwilach zwycięstw i żałoby. Jej tytuł, znaczący „Raduj się, Matko Polsko”, dziś brzmi ironicznie: Polska nie może się cieszyć z powrotu jednego z najcenniejszych swoich rękopisów, bo utknęła w biurokratycznym labiryncie.

Reklama

„Niepodważalny dowód” kontra oczywistość

Czy pieczęć „Bibliotheca Seminarii Plocensis” to za mało?
Czy fotografia, analiza paleograficzna i świadectwa historyczne nie wystarczą, by uznać proweniencję?
Czy w imieniu prawa nie pozbawiamy się tego, co dla Polaków bezcenne – pamięci i tożsamości?

Te pytania coraz częściej padają w debacie publicznej. Bo jeśli każde roszczenie o polski zabytek zrabowany w czasie wojny ma utknąć na etapie „dodatkowych dowodów”, to ile jeszcze naszych symboli zostanie na zawsze po drugiej stronie Odry?

Zakończenie? Jeszcze nie.

Rękopis „Gaude, Mater Polonia” leży dziś w berlińskiej bibliotece – cichy świadek historii i milczący oskarżyciel. Polska zaś zbiera dokumenty, przygotowuje kwerendy, analizuje pieczęcie.
Tymczasem Niemcy mogą spokojnie przechowywać coś, co dla nas jest bezcennym fragmentem duszy.

Reklama

I choć władze zapewniają o „dokładności procedur”, Polacy coraz głośniej pytają: czy można skrupulatnie udowadniać coś, co widać gołym okiem?

 

wawa.info/x

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 10/11/2025 11:52
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości