W świecie, w którym rekordy długości życia zwykle należą do ludzi, w Płocku od dekad rządzi ona — spokojna, dostojna i nieco kapryśna. Marta, aligatorzyca missisipska, 16 maja skończy 96 lat. To nie tylko imponujący wiek jak na przedstawiciela swojego gatunku, ale także wynik, który czyni ją najstarszym zwierzęciem żyjącym w europejskich ogrodach zoologicznych.
Jej historia zaczyna się daleko od Wisły — w amerykańskim Slidell, gdzie w 1930 roku przyszła na świat w nieistniejącym już dziś Reptile Jungle. Trzy dekady później, w czasach gdy świat wyglądał zupełnie inaczej, Marta wyruszyła w podróż przez ocean. Do Polski przypłynęła statkiem w 1960 roku, razem z samcem Pedro, jako niezwykły dar dla płockiego zoo. I choć pierwotnie miała dzielić życie z partnerem, szybko okazało się, że najlepiej czuje się… sama.
Dziś Marta jest nie tylko rekordzistką, ale i żywą legendą Ogród Zoologiczny w Płocku. Jej codzienność to spokojne pływanie, leniwe wygrzewanie się pod sztucznym słońcem i regularne posiłki skomponowane z wołowiny oraz ryb. Jak podkreślają opiekunowie, jak na swój wiek pozostaje w zaskakująco dobrej formie — ma apetyt, energię i wyraźnie daje znać, kiedy coś jej nie odpowiada.
Długowieczność Marty nie jest przypadkiem. W naturze aligatory missisipskie dożywają zwykle 60–70 lat. W warunkach ogrodów zoologicznych, gdzie nie muszą walczyć o pożywienie ani unikać zagrożeń, mogą żyć znacznie dłużej. Stała opieka weterynaryjna, odpowiednia dieta i stabilne środowisko robią swoje — choć nawet na tym tle Marta pozostaje wyjątkiem.
Każdego roku jej urodziny przyciągają tłumy. Kilkuset gości, w tym najmłodsi z własnoręcznie wykonanymi laurkami, przychodzi, by świętować razem z jubilatką. Na miejscu czeka tradycyjny tort — oczywiście nie byle jaki, bo w kształcie krokodyla i przygotowany z ulubionych przysmaków Marty.
Mało kto pamięta, że Marta ma także epizod filmowy. W 1970 roku zagrała krokodyla Hermana w kultowej „Hydrozagadce” w reżyserii Andrzej Kondratiuk. Zdjęcia powstawały między innymi nad Zalewem Zegrzyńskim, a spokojna, choć wyrazista obecność Marty na ekranie tylko umocniła jej status niezwykłej bohaterki.
Jej charakter od początku dawał o sobie znać. Pedro, z którym przypłynęła do Polski, szybko został przez nią odrzucony i jeszcze w tym samym roku trafił do zoo we Wrocławiu. Kolejne próby dobrania partnera również kończyły się niepowodzeniem. Marta wyraźnie wybrała samotność — i konsekwentnie się jej trzyma.
Historia jej przybycia do Polski ma w sobie coś z dawnego świata. Aligatory zostały zakupione przez inżyniera Tadeusza Wągrowskiego, Polaka mieszkającego w USA, jako element nietypowej inicjatywy zwanej „Akcją Krokodyl”. W tle była zbiórka książek dla Polonii w Argentynie, a egzotyczny dar stał się symbolem tamtych czasów — nieco szalonych, ale pełnych rozmachu.
Dziś Marta jest czymś więcej niż atrakcją zoo. To świadek historii, bohaterka lokalnej tożsamości i dowód na to, że nawet w świecie zwierząt zdarzają się osobowości, które trudno pomylić z jakimikolwiek innymi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze