50 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Apartamenty za 20, a nawet 30 milionów złotych. Brzmi jak rynek nieruchomości w Monako albo Dubaju? Nic bardziej mylnego. Takie ceny pojawiły się właśnie w Warszawie, gdzie powstaje inwestycja przeznaczona dla klientów dysponujących naprawdę ogromnym kapitałem.
W sercu warszawskiej Woli, na terenie dawnej fabryki Polfy przy rondzie Daszyńskiego, powstaje NOHO ONE - inwestycja, przy której słowo „apartamentowiec” brzmi niemal zbyt skromnie. Na powierzchni około 100 tysięcy metrów kwadratowych ma wyrosnąć zupełnie nowy fragment miasta: eleganckie pasaże, skwery, szpalery drzew, restauracje, sklepy i oczywiście mieszkania dla tych, którzy pytając o cenę metra, raczej nie czekają z niepokojem na odpowiedź.
Docelowo ma tu powstać ponad 2000 mieszkań o powierzchni od około 50 do nawet 400 metrów kwadratowych. Na najwyższych kondygnacjach znajdą się penthouse’y z zielonymi tarasami. Bo przecież kiedy człowiek wydaje kilkadziesiąt milionów na mieszkanie, wypada mieć gdzie spokojnie wypić poranną kawę i popatrzeć z góry na ludzi stojących w korku.
Pierwszy etap inwestycji obejmuje trzy dziewięciopiętrowe budynki, lokale usługowe, gastronomię oraz dwupoziomowy garaż podziemny. Za projekt odpowiada pracownia BBGK Architekci, a zakończenie tego etapu planowane jest na drugą połowę 2027 roku.
Ale zostawmy architekturę. Przejdźmy do tego, co naprawdę rozpala wyobraźnię.
Średnia cena wykończonego apartamentu ma wynosić około 50 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Według podawanych informacji 400-metrowy apartament został sprzedany za ponad 20 milionów złotych. Jeszcze większa transakcja miała dotyczyć lokalu kosztującego ponad 30 milionów złotych.
W tym momencie przeciętny człowiek może zamknąć kalkulator.
Bo podczas gdy miliony Polaków zastanawiają się, czy dostaną kredyt na 50-metrowe mieszkanie i czy rata nie pochłonie połowy domowego budżetu, gdzieś równolegle funkcjonuje rynek, na którym kilkadziesiąt milionów złotych wydaje się na jeden adres.
Oczywiście można powiedzieć: wolny rynek. Kto ma pieniądze, ten kupuje. I trudno z tym dyskutować.
Ale wyobraźnia społeczna działa inaczej. Gdy słyszymy o apartamentach za 20 czy 30 milionów, od razu pojawia się pytanie: kto właściwie kupuje takie nieruchomości?
Lekarze? Sędziowie? Prokuratorzy? Politycy? Radni? Prezesi państwowych spółek? A może jednak przede wszystkim przedsiębiorcy, inwestorzy i ludzie z prywatnymi fortunami?
Tu warto uważać z łatwymi odpowiedziami. Sama wysoka pensja - nawet bardzo wysoka - nie wystarczy przecież łatwo uzbierać 30 milionów złotych. Dlatego znacznie ciekawsze od rzucania nazwami zawodów byłoby poznanie struktury majątkowej ludzi, którzy rzeczywiście kupują najdroższe nieruchomości w Polsce.
NOHO ONE pokazuje, że w Polsce istnieje już rynek luksusu, na którym operuje się kwotami całkowicie abstrakcyjnymi dla zdecydowanej większości społeczeństwa. Dla jednych 30 milionów złotych to niewyobrażalna suma podatków zapłaconych przez całe życie. Dla innych - cena mieszkania. A może apartamenty skierowane są dla osób z zagranicy?
A zwykły podatnik? Ten może przynajmniej popatrzeć na wizualizacje. W końcu widok podobno nic nie kosztuje.



Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze