Reklama

„W Polsce po polsku”. Te słowa miały poprzedzić atak na 15-latka

15-letni Ukrainiec miał zostać zaatakowany przez dorosłego mężczyznę w autobusie komunikacji miejskiej w Płocku. Powodem agresji miała być rozmowa nastolatka i jego koleżanki w języku ukraińskim.

Jeszcze kilka lat temu dominowały obrazy Polaków otwierających przed uciekającymi przed wojną Ukraińcami swoje domy, organizujących transport, zbiórki i miejsca noclegowe. Był to jeden z największych społecznych zrywów solidarności w najnowszej historii Polski. Dziś atmosfera wokół obecności obywateli Ukrainy jest jednak wyraźnie bardziej skomplikowana, a emocje po obu stronach coraz częściej dochodzą do głosu.

Jednym z niepokojących przykładów jest zdarzenie, do którego doszło w autobusie komunikacji miejskiej w Płocku. Według relacji 15-letniego chłopaka pochodzącego z Ukrainy dorosły mężczyzna miał zaatakować jego oraz podróżującą z nim koleżankę. Powodem konfliktu miała być rozmowa nastolatków w języku ukraińskim.

Reklama

– Po prostu powiedział nam, że w Polsce gadamy po polsku – relacjonuje 15-latek.

Według jego słów mężczyzna zachowywał się agresywnie, przeklinał, a następnie uderzył go otwartą dłonią. Kiedy drzwi autobusu zostały otwarte, miał wypchnąć z pojazdu zarówno chłopaka, jak i jego koleżankę.

– Bardzo agresywnie się zachowywał, ciągle przeklinał, wypychał nas z autobusu – opowiada nastolatek.

Nie wiadomo, co dokładnie poprzedziło eskalację konfliktu i czy między pasażerami wcześniej doszło do wymiany zdań. Te okoliczności powinni ustalić śledczy. Niezależnie od irytacji, różnic kulturowych czy osobistych emocji, fizyczna agresja wobec drugiego człowieka nie jest dopuszczalną odpowiedzią.

Reklama

Od wielkiej solidarności do coraz trudniejszych emocji

Zdarzenie w Płocku ma miejsce w zupełnie innym klimacie społecznym niż ten, który panował bezpośrednio po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Polacy przyjęli wówczas ogromną liczbę osób uciekających przed wojną. Pomoc płynęła nie tylko ze strony państwa i samorządów, ale przede wszystkim od zwykłych ludzi, którzy często bez żadnego przygotowania przyjmowali obcych pod własny dach.

Z czasem pojawiły się jednak coraz trudniejsze pytania dotyczące kosztów pomocy, integracji, wzajemnych oczekiwań czy zachowania części przyjezdnych. Do debaty publicznej z nową siłą powróciła również bolesna historia stosunków polsko-ukraińskich, przede wszystkim pamięć o zbrodni wołyńskiej. Dla wielu polskich rodzin nie jest to abstrakcyjny rozdział z podręcznika, lecz część własnej historii.

Reklama

Nie oznacza to oczywiście, że odpowiedzialnością za historyczne zbrodnie można obarczać współczesnych ukraińskich nastolatków czy przypadkowo spotkanych ludzi. Nie oznacza również, że społeczne napięcia mogą usprawiedliwiać przemoc. Pokazują jednak, że relacje między Polakami i Ukraińcami nie funkcjonują w próżni. Nakładają się na nie historia, polityka, wieloletnia obecność dużej grupy migrantów, różnice kulturowe, codzienne konflikty oraz poczucie części społeczeństwa, że początkowa solidarność nie zawsze spotkała się z oczekiwaną wzajemnością.

Zmianę nastrojów pokazują również badania opinii publicznej. Według przywoływanego sondażu CBOS 54 proc. ankietowanych uważa pomoc udzielaną uchodźcom z Ukrainy za zbyt dużą. Przeciwnego zdania jest 40 proc. badanych, natomiast 3 proc. ocenia skalę pomocy jako niewystarczającą.

Reklama

Same wyniki sondażu nie świadczą o wrogości wobec Ukraińców. Pokazują jednak, że społeczny entuzjazm z pierwszych miesięcy wojny ustąpił miejsca znacznie bardziej krytycznemu spojrzeniu na relacje obu narodów.

„Boję się rozmawiać w swoim języku”

Dla osób, które bezpośrednio doświadczają niechęci czy agresji, wielkie społeczne procesy schodzą jednak na dalszy plan. Pozostaje przede wszystkim strach.

Tak jest w przypadku rodziny 15-latka z Płocka. Jego matka, Natalia Melnyk, przyznaje, że po zdarzeniu zaczęła inaczej patrzeć na bezpieczeństwo swoje i syna.

Reklama

– Nie czuję się bezpiecznie w Płocku. Boję się rozmawiać w swoim języku, naprawdę się boję – mówi.

Niepokój towarzyszy jej również wtedy, gdy nie może szybko skontaktować się z chłopcem.

– Jak ja teraz do niego dzwonię i on nie odbiera za pierwszym razem telefonu, to ja już jestem zdenerwowana. Normalnie pracować nie mogę – dodaje.

Prokuratura ustala, co wydarzyło się w autobusie

Sprawą zajmuje się obecnie Prokuratura Rejonowa w Płocku. Śledczy prowadzą czynności mające przede wszystkim doprowadzić do ustalenia tożsamości mężczyzny podejrzewanego o zaatakowanie nastolatka.

Reklama

– W sprawie tej wykonano czynności w trybie artykułu 308 k.p.k., przesłuchano przedstawiciela ustawowego małoletniego. Aktualnie trwają czynności zmierzające do ustalenia sprawcy przestępstwa – informuje Marcin Policiewicz z Prokuratury Rejonowej w Płocku.

Przesłuchana została także Polka, która była świadkiem zdarzenia. Dopiero zgromadzenie materiału dowodowego pozwoli śledczym dokładnie odtworzyć przebieg zajścia i zdecydować o ewentualnym przedstawieniu zarzutów, jeśli podejrzewany mężczyzna zostanie odnaleziony.

Reklama

Źródło: warszawa.tvp.pl Aktualizacja: 20/07/2026 17:45
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości