Niemcy – kraj, który przez dekady był motoryzacyjnym sercem świata – dziś staje w obliczu największego kryzysu branży od pokoleń. Volkswagen, BMW i Mercedes-Benz, niegdyś symbole niemieckiej precyzji i technologicznej dominacji, walczą o przetrwanie w świecie, który zmienia się szybciej, niż byli gotowi to przyjąć.
Dane z pierwszej połowy 2025 roku są alarmujące. Zyski największych niemieckich koncernów motoryzacyjnych gwałtownie spadły:
Mercedes-Benz – o 56 proc., do 2,7 mld euro,
Volkswagen – o jedną trzecią, do 6,7 mld euro,
BMW – o 29 proc., do 4,02 mld euro.
Za finansowym tąpnięciem idą dramatyczne skutki społeczne. Od czerwca 2024 do czerwca 2025 roku branża motoryzacyjna w Niemczech straciła aż 6,7 proc. zatrudnienia, co oznacza likwidację ponad 52 tysięcy miejsc pracy.
Najbardziej cierpią dostawcy części samochodowych – połowa z nich ocenia swoją sytuację jako „słabą” lub „bardzo słabą”. Dwie trzecie firm planuje kolejne zwolnienia, a aż 80 proc. wstrzymuje inwestycje.
Na problemy Niemców nakłada się rosnąca potęga chińskich producentów aut elektrycznych – takich jak BYD i Nio. Oferują oni nowoczesne, tańsze pojazdy, które szturmem zdobywają europejski rynek.
Swoje robi też polityka handlowa USA. Decyzje administracji Donalda Trumpa ograniczyły eksport niemieckich samochodów za ocean. Według Eurostatu, w pierwszej połowie 2025 roku eksport aut z Europy do Chin spadł o 42 proc., a do Stanów Zjednoczonych – o 13,6 proc.
W obliczu narastających problemów kanclerz Friedrich Merz zapowiedział sprzeciw wobec planowanego przez Unię Europejską zakazu sprzedaży samochodów z silnikami spalinowymi od 2035 roku.
– Nie powinniśmy zakazywać, tylko wspierać rozwój technologii. To mój cel – powiedział w wywiadzie dla stacji NTV.
Berlin chce wynegocjować kompromis, który pozwoli utrzymać sprzedaż hybryd także po 2035 roku. Jednocześnie rząd pracuje nad nową polityką przemysłową wobec Chin, by zmniejszyć zależność od azjatyckich dostawców.
Minister finansów Lars Klingbeil ogłosił przedłużenie ulgi podatkowej na zakup samochodów elektrycznych do końca 2030 roku (pierwotnie miała wygasnąć w 2026 r.).
Z kolei, jak informuje „Handelsblatt”, rząd planuje powiązać wsparcie dla przemysłu motoryzacyjnego z pomocą dla sektora stalowego. Firmy, które sięgną po europejską „zieloną stal” – mniej emisyjną niż ta z Chin – mogą liczyć na złagodzenie celów klimatycznych.
Eksperci nie mają wątpliwości – Niemcy stoją wobec „polikryzysu”, czyli splotu problemów: spadku popytu na elektryki, presji ze strony Chin, wysokich kosztów energii i pracy, amerykańskich ceł oraz niepewności związanej z polityką klimatyczną UE.
Przyszłość jednego z filarów niemieckiej gospodarki zależy dziś od tego, czy Berlin zdoła wypracować nową strategię przemysłową i przywrócić konkurencyjność branży.
Jak podkreślają niemieckie media, nigdy wcześniej wsparcie państwa nie było tak kluczowe dla przetrwania motoryzacji w Niemczech jak teraz.
Źródło: filarybiznesu.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze