Niedzielny wieczór w Łomiankach miał być zwyczajnym powrotem do domu dla wielu osób. Zamiast tego stał się sceną dramatu, który pochłonął dwa młode życia i wstrząsnął opinią publiczną. Najnowsze ustalenia śledczych rzucają nowe światło na okoliczności tej tragedii — i są one bardziej niepokojące, niż początkowo przypuszczano.
Do wypadku doszło około godziny 18 na trasie DK7, w kierunku Warszawy. Według relacji prokuratury kierowca Audi poruszał się z dużą prędkością, wykonując niebezpieczne manewry i wyprzedzając inne pojazdy slalomem. Na jednym z wiaduktów doszło do kluczowego momentu — samochód zahaczył o Toyotę jadącą tym samym pasem.
To wystarczyło, by uruchomić lawinę zdarzeń. Uderzona Toyota straciła panowanie nad torem jazdy, przebiła bariery oddzielające jezdnie i wpadła na przeciwny pas ruchu. Tam doszło do kolejnych zderzeń — w sumie z czterema pojazdami. Auto wielokrotnie dachowało.
Bilans jest dramatyczny: na miejscu zginęła 19-letnia kobieta i 15-letni chłopak. Kierowca Toyoty walczy o życie w stanie krytycznym. Ranne zostały także inne osoby uczestniczące w zdarzeniu.
Śledczy nie mają wątpliwości co do odpowiedzialności kierowcy Audi. 44-letni mężczyzna usłyszał trzy poważne zarzuty, w tym spowodowanie śmiertelnego wypadku pod wpływem alkoholu, połączone z ucieczką z miejsca zdarzenia i nieudzieleniem pomocy. Za ten czyn grozi mu nawet 10 lat więzienia.
To jednak nie wszystko. Mężczyzna odpowie również za złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów oraz posiadanie niedozwolonych substancji. Każdy z tych zarzutów dodatkowo pogarsza jego sytuację prawną.
33-letni pasażer Audi także nie uniknie odpowiedzialności. Prokuratura zarzuca mu nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku, co może skutkować karą do trzech lat pozbawienia wolności.
Obaj mężczyźni zostali decyzją sądu tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.
Najbardziej poruszające w tej sprawie są jednak kulisy zachowania kierowcy przed wypadkiem. Jak ustalili śledczy, kilka godzin wcześniej mężczyzna miał spożyć około litra wódki. Mimo to zdecydował się wsiąść za kierownicę.
Co więcej, nie był to jego pierwszy konflikt z prawem. Ciążyły na nim dwa aktywne zakazy prowadzenia pojazdów — jeden za wcześniejszą jazdę po alkoholu, drugi za ucieczkę przed kontrolą drogową. Ten drugi wyrok zapadł zaledwie dwa miesiące przed tragedią.
Podczas przeszukania jego mieszkania funkcjonariusze znaleźli także niewielkie ilości środków odurzających.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze