Jadąc starą trasą S7 w Tarczynie (woj. mazowieckie), kierowca zauważył na jezdni obiekt, który wziął za worek. Gdy podjechał bliżej, zorientował się, że to ciało mężczyzny i w ostatniej chwili wyhamował. Później do policji zgłosiło się jeszcze dwóch kierowców, którzy przyznali, że najechali na zwłoki. Ofiarą okazał się 36-letni mieszkaniec okolicy.
Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa w Grójcu. — Na tym etapie mamy więcej pytań niż odpowiedzi — mówi „Faktowi” prok. Krzysztof Sobechowicz. Śledczy ustalają, czy doszło do potrącenia pieszego, po czym ciało przejechały kolejne auta, czy też mężczyzna znalazł się na jezdni z innych powodów. Oględziny miejsca wskazują, że nie miał szans na przeżycie; doszło do częściowego rozczłonkowania, a zgon nastąpił na miejscu.
Prokurator podkreśla, że podobne sprawy nie zawsze są jednoznaczne. Zdarza się, że faktyczną przyczyną śmierci jest np. nagłe zatrzymanie krążenia, a najechanie przez pojazd następuje już po zgonie.
Ciało zabezpieczono do sekcji. — Po badaniu będziemy mieli więcej danych; być może konieczne będą dodatkowe analizy, m.in. pod kątem alkoholu — dodaje Sobechowicz. W kieszeni spodni zmarłego znaleziono rozbitą butelkę wódki. — Na razie to jedna wielka niewiadoma: czy został potrącony, czy przejechany, i dlaczego znalazł się na jezdni — zaznacza prokurator. Wyniki sekcji i badań toksykologicznych mają wyjaśnić okoliczności tragedii.
Źródło: fakt.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze