Niedzielny wieczór nad Europą Zachodnią zamienił się w spektakl, którego nie sposób było pomylić z niczym innym. Na niebie pojawiła się jasna kula ognia, przecinająca ciemniejący horyzont z ogromną prędkością. Zjawisko było widoczne w wielu krajach – od Holandii i Belgii po Niemcy i Francję. Chwilę później okazało się, że dla mieszkańców Koblencji ten kosmiczny pokaz zakończył się bardzo realnie: fragment meteorytu uderzył w dach jednego z domów i wpadł prosto do sypialni.
Międzynarodowa Organizacja Meteorowa poinformowała, że zjawisko odnotowano w niedzielę 8 marca o godz. 17.55 czasu uniwersalnego (18.55 w Warszawie). W krótkim czasie organizacja otrzymała niemal 2,5 tysiąca relacji od świadków, którzy widzieli niezwykle jasny meteor przecinający niebo.
Relacje były zaskakująco podobne. Świadkowie mówili o intensywnym błysku i jasnym punkcie światła, który zostawiał za sobą świetlistą smugę. Zjawisko trwało od kilku do kilkunastu sekund – wystarczająco długo, by wiele osób zdążyło sięgnąć po telefon i uwiecznić moment na nagraniach publikowanych później w mediach społecznościowych.
Według popularyzatora astronomii Karola Wójcickiego był to tzw. bolid – wyjątkowo jasny meteor, którego blask może dorównywać pełni Księżyca. W tym przypadku jasność obiektu szacowano nawet na około –13 magnitudo.
Najbardziej niezwykły epizod tej historii rozegrał się w Koblencji, w kraju związkowym Nadrenia-Palatynat. To właśnie tam fragment kosmicznej skały uderzył w budynek mieszkalny w dzielnicy Güls.
Jak relacjonował szef lokalnej straży pożarnej Benjamin Marx, odłamki meteorytu przebiły dach domu, zostawiając w nim otwór wielkości piłki nożnej. Część fragmentów wpadła bezpośrednio do sypialni.
W chwili zdarzenia w domu przebywało kilka osób. Na szczęście nikomu nic się nie stało. W pomieszczeniu znaleziono jedynie drobne kawałki skał i pył, który – jak się później okazało – był pozostałością po meteorycie.
Służby szybko zabezpieczyły miejsce zdarzenia. Eksperci sprawdzili poziom promieniowania i obecność potencjalnie niebezpiecznych substancji chemicznych, jednak badania nie wykazały żadnych nieprawidłowości.
Kosmiczne widowisko obserwowano w wielu regionach Niemiec. Zgłoszenia napływały m.in. z Nadrenii Północnej-Westfalii, Hesji, Badenii-Wirtembergii czy Saary. Mieszkańcy opisywali „jasno świecący obiekt z krótkim rozbłyskiem ognia” albo „nagły błysk na niebie”.
Policja w Osnabrück odebrała kilka zgłoszeń od osób przekonanych, że widziały moment upadku ognistej kuli pomiędzy Georgsmarienhütte a miastem. W saksońskim Stade służby otrzymały informację o obiekcie, który mógł spaść na pole kukurydzy. Na miejsce wysłano straż pożarną i nawet śmigłowiec marynarki wojennej, jednak żadnych fragmentów nie znaleziono.
Największe szkody – choć wciąż niewielkie – odnotowano właśnie w Koblencji. Policja uspokaja jednak, że nie ma już żadnego zagrożenia dla mieszkańców.
Bolidy powstają wtedy, gdy stosunkowo duży fragment kosmicznej materii – meteoroid – wpada w ziemską atmosferę z prędkością sięgającą kilkudziesięciu kilometrów na sekundę. Tarcie o powietrze powoduje gwałtowne nagrzewanie i rozpad skały, a obserwatorzy widzą wówczas jasną smugę światła.
Większość takich obiektów spala się całkowicie jeszcze wysoko nad powierzchnią Ziemi. Czasem jednak większe fragmenty przetrwają wejście w atmosferę i spadają na powierzchnię planety. Wtedy nazywamy je meteorytami.
Niedzielne wydarzenie przypomniało niektórym obserwatorom słynny incydent z 2013 roku w Czelabińsku w Rosji, gdy eksplozja meteorytu nad miastem uszkodziła tysiące budynków. Tym razem skala była nieporównywalnie mniejsza – ale dla mieszkańców domu w Koblencji spotkanie z kosmicznym gościem i tak pozostanie historią, której raczej nie zapomną.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze