Reklama

Legia była o krok od katastrofy. Bohater pojawił się w ostatnim momencie

Legia Warszawa zrobiła krok, który jeszcze kilka tygodni temu wydawał się scenariuszem z gatunku tych bardzo niepewnych. W Niecieczy wygrała z Bruk-Bet Termalicą 1:0 i nie chodzi tu wyłącznie o trzy punkty. To był wieczór przełamania — zarówno mentalnego, jak i historycznego. Stołeczny klub po raz pierwszy wygrał ligowy mecz na stadionie w Niecieczy, miejscu, które przez lata wyjątkowo mu nie leżało.

Drużyna Marka Papszuna nie zachwyciła stylem, momentami wręcz desperacko się broniła, ale po końcowym gwizdku nikt w Warszawie nie zamierzał narzekać. W obecnej sytuacji liczyło się wyłącznie jedno: przetrwać i wywieźć komplet punktów.

Historyczne przełamanie po latach frustracji

Nieciecza od dawna była dla Legii wyjątkowo niewygodnym terenem. Od pierwszego ligowego wyjazdu w marcu 2016 roku warszawianie regularnie mieli tam problemy — niezależnie od formy, trenerów czy kadry. Tym razem stawka była jednak znacznie większa niż tylko przełamanie niekorzystnej statystyki.

Reklama

Legia przyjechała do Małopolski pod ogromną presją. Widmo walki o utrzymanie nadal unosiło się nad klubem, a każde potknięcie mogło sprawić, że końcówka sezonu zamieni się w nerwowy koszmar. Teoretycznie rywal wydawał się idealny. Bruk-Bet Termalica była już pogodzona ze spadkiem i grała właściwie wyłącznie o honor.

Ale początek spotkania pokazał, że dla Legii nie istnieją łatwe mecze.

Już w pierwszych minutach fatalny błąd popełnił Rafał Augustyniak. Jego nieudane podanie do Otto Hindricha przejął Kamil Zapolnik, który momentalnie znalazł się sam na sam z bramkarzem Legii. W tamtej chwili wielu kibicom gości mogło przypomnieć się wszystko, co w tym sezonie najgorsze. Hindrich zachował jednak zimną krew i uratował zespół kapitalną interwencją.

Reklama

Kilka minut później Legia odpowiedziała w najprostszy możliwy sposób — skutecznością. W 19. minucie dokładne dośrodkowanie trafiło do Rafała Adamskiego, a napastnik Legii bez większych problemów pokonał bramkarza gospodarzy. Defensywa Termaliki przy tej akcji praktycznie nie istniała. Adamski został pozostawiony bez krycia, co dobitnie pokazało, dlaczego drużyna z Niecieczy żegna się z Ekstraklasą.

Hindrich bohaterem Legii. Bez niego mogło skończyć się katastrofą

Choć Legia schodziła na przerwę z prowadzeniem, trudno było mówić o pełnej kontroli nad meczem. Warszawianie mieli swoje momenty — groźnie po kontrze uderzał Augustyniak — ale również gospodarze potrafili stworzyć realne zagrożenie. Najbliżej gola był Guerrero, którego strzał po rzucie rożnym zatrzymał słupek.

Reklama

Po zmianie stron obraz gry zaczął robić się dla Legii coraz bardziej niepokojący.

Termalica przejęła inicjatywę, ruszyła odważniej do przodu i regularnie zamykała gości na ich połowie. Legia coraz częściej wybijała piłkę na oślep, a jej gra zaczęła przypominać walkę o przetrwanie bardziej niż kontrolowanie wyniku.

W tych fragmentach spotkania bezdyskusyjnym liderem był Otto Hindrich. Rumun po raz kolejny udowodnił, że Marek Papszun nie bez powodu postawił właśnie na niego. Bramkarz Legii najpierw zatrzymał gospodarzy tuż po przerwie, a później popisał się fenomenalną interwencją w sytuacji sam na sam z Radu Bobokiem.

Reklama

To właśnie Hindrich utrzymał Legię przy życiu. Bez jego refleksu i spokoju ten mecz mógł skończyć się dla warszawian bardzo boleśnie.

Trzy punkty ważniejsze niż styl. Legia coraz bliżej spokoju

Ostatnie minuty były dla Legii prawdziwym testem nerwów. Gospodarze naciskali, wrzucali piłki w pole karne i próbowali doprowadzić do wyrównania, ale warszawianie — choć momentami bronili się chaotycznie — zdołali dowieźć wynik do końca.

Po końcowym gwizdku nikt nie miał wątpliwości, że był to jeden z tych meczów, w których liczy się wyłącznie rezultat. Styl można będzie analizować później. Dziś w Warszawie najważniejsze jest to, że Legia ma już 43 punkty i zrobiła ogromny krok w kierunku utrzymania.

Reklama

Matematycznie zagrożenie spadkiem nadal istnieje, ale scenariusz, w którym Legia żegna się z Ekstraklasą, wydaje się już skrajnie mało prawdopodobny. Paradoksalnie wciąż otwarta pozostaje także walka o miejsca premiowane grą w europejskich pucharach.

Przed zespołem Marka Papszuna jednak kolejny mecz pod dużą presją. Już 17 maja Legia zagra w Gdańsku z Lechią, która desperacko potrzebuje punktów, by wydostać się ze strefy spadkowej. Termalica natomiast pojedzie do Gdyni na spotkanie z Arką — kolejnym zespołem walczącym o ligowy byt.

Reklama

Po zwycięstwie w Niecieczy Legia może wreszcie odetchnąć choć odrobinę spokojniej.

Źródło: sport.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości