Ponad 4,6 mln zł netto strat, możliwe konflikty interesów, wątpliwości dotyczące przetargów, rozliczania robót i wydatkowania pieniędzy mieszkańców – to najważniejsze ustalenia audytu śledczego, który objął działalność osiedla Żoliborz III Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zdaniem autorów raportu ujawnione nieprawidłowości mogą być jedynie fragmentem znacznie szerszego problemu.
Pierwsze konsekwencje już zapadły. Dotychczasowy dyrektor osiedla Żoliborz III ma stracić stanowisko, a jego obowiązki przejął dyrektor sąsiedniego osiedla Żoliborz II. Zarząd spółdzielni zapowiada jednocześnie dalszą analizę dokumentów i kolejne etapy audytu.
Jak podkreśla prezes WSM Przemysław Prus, wyniki dotychczasowych prac wskazują na możliwe konflikty interesów, nieprawidłowości przy wyborze wykonawców, rozliczaniu robót oraz wydatkowaniu środków należących do mieszkańców. Według wstępnych wyliczeń, obejmujących wyłącznie lata 2020-2025 i tylko jedno osiedle, straty mogą wynosić co najmniej 4,6 mln zł netto.
Jednym z najbardziej niepokojących wątków raportu są relacje pomiędzy osobą odpowiedzialną za nadzór nad inwestycjami a jednym z głównych wykonawców prac realizowanych na rzecz spółdzielni.
Audytorzy twierdzą, że dyrektor ds. technicznych osiedla miał nie tylko kontrolować wykonywane roboty, ale również angażować się w bieżące funkcjonowanie firmy otrzymującej zlecenia od WSM. Zgromadzona dokumentacja ma wskazywać na udział w sprawach kadrowych, organizowaniu zakupów, przygotowywaniu kosztorysów czy zarządzaniu działalnością przedsiębiorstwa.
Jak zaznacza prezes Przemysław Prus, jeśli ustalenia audytorów się potwierdzą, mogło dojść do sytuacji, w której osoba odpowiedzialna za kontrolowanie wykonawcy jednocześnie uczestniczyła w prowadzeniu jego działalności. Taki układ rodzi poważne wątpliwości dotyczące bezstronności nadzoru nad realizowanymi inwestycjami.
Raport wskazuje również na inne okoliczności, które – zdaniem autorów – wymagają szczegółowego wyjaśnienia. Jedna z osób zajmujących kierownicze stanowisko w WSM miała korzystać z mieszkania należącego do właścicielki firmy wykonującej prace dla spółdzielni. Audytorzy ustalili także, że osoba nadzorująca realizację robót oraz sama firma posługiwały się tym samym adresem. W ocenie autorów raportu są to okoliczności, które mogą świadczyć o zbyt bliskich relacjach pomiędzy przedstawicielami spółdzielni a wykonawcą.
Kolejne ustalenia dotyczą sposobu realizacji części prac remontowych. Według audytorów niektóre roboty mogły być wykonywane przez pracowników WSM lub inne podmioty, natomiast faktury za ich wykonanie wystawiały zewnętrzne firmy współpracujące ze spółdzielnią.
W zabezpieczonej korespondencji pojawiają się określenia takie jak "ekipa WSM" czy "moja ekipa". Jeżeli ten mechanizm zostanie potwierdzony, oznaczałoby to, że mieszkańcy płacili wykonawcom za prace realizowane z wykorzystaniem pracowników, sprzętu i zaplecza należącego do samej spółdzielni.
Audytorzy zwrócili również uwagę na dokumentację zakupową. W części faktur oraz dokumentów dostawy jako miejsce odbioru wskazywano prywatne adresy osób związanych z kierownictwem osiedla lub członków ich rodzin. Sprawdzane są m.in. zakupy laptopów, materiałów budowlanych, armatury oraz innego wyposażenia, które – według autorów raportu – mogły nie mieć związku z działalnością spółdzielni.
Zastrzeżenia dotyczą także procedur wyboru wykonawców. W raporcie opisano przypadki, w których warunki postępowań mogły faworyzować wcześniej wybrane firmy. Analizowane są zarówno zapisy przetargów, jak i późniejsze rozliczenia robót. Zdaniem audytorów część postępowań mogła mieć wyłącznie formalny charakter, potwierdzając decyzje podjęte jeszcze przed rozpoczęciem procedury.
Dodatkowo badane są informacje dotyczące osób powiązanych z wykonawcami, które miały uczestniczyć w zbieraniu pełnomocnictw wykorzystywanych podczas głosowań związanych z funkcjonowaniem spółdzielni oraz wyborem jej władz.
Do ustaleń audytu odniosła się była prezes WSM Barbara Różewska, która nie zgadza się z przedstawionymi zarzutami. W rozmowie z TuStolica.pl podkreśliła, że nie posiadała wiedzy o opisanych w raporcie nieprawidłowościach.
Jak zaznaczyła, nadzór nad podległymi pracownikami, w tym dyrektorem ds. technicznych, był prowadzony w sposób ciągły poprzez analizę sprawozdań, koordynację działań oraz stosowanie mechanizmów kontrolnych. Dodała jednak, że nawet rozbudowany system nadzoru nie daje możliwości wykrycia działań, które mogły być świadomie ukrywane przez pojedyncze osoby.
Była prezes podkreśliła również, że nie miała wiedzy o ewentualnych nieformalnych relacjach pomiędzy pracownikami pionu technicznego a wykonawcami realizującymi zlecenia dla WSM. Jak zaznaczyła, jeśli doszło do działań o charakterze przestępczym, ich wyjaśnienie należy do właściwych organów ścigania.
Audyt śledczy nadal trwa. Zarząd WSM zapowiada kolejne analizy, a niewykluczone, że wraz z ich zakończeniem ujawnione zostaną następne nieprawidłowości dotyczące funkcjonowania spółdzielni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze