Zdjęcia do kontynuacji jednego z najbardziej poruszających filmów religijnych XXI wieku dobiegły końca. Po siedmiu miesiącach pracy na włoskich planach Mel Gibson zamknął etap realizacyjny „Zmartwychwstania Chrystusa” – projektu, który od początku budzi ogromne emocje i jeszcze większe oczekiwania. Produkcja wchodzi teraz w fazę postprodukcji, a jej premiera została zaplanowana na 2027 rok – i to od razu w dwóch częściach.
To nie jest zwykła kontynuacja. To próba powrotu do historii, która dla milionów widzów na całym świecie była czymś więcej niż filmem.
Kiedy w 2004 roku na ekrany trafiła „Pasja”, trudno było ją zamknąć w kategorii kina religijnego. To był seans, który nie dawał widzowi komfortu dystansu. Surowość obrazu, fizyczność cierpienia i konsekwencja narracji sprawiały, że odbiór filmu balansował na granicy duchowego przeżycia.
Ogromną rolę odegrał w tym Jim Caviezel, którego interpretacja postaci Jezusa została przez wielu odebrana nie jako kreacja, lecz jako świadectwo. Aktor nigdy nie ukrywał, że rola była dla niego doświadczeniem osobistym – mówił o wierze, o zawierzeniu i o poczuciu, że bierze udział w czymś przekraczającym ramy zawodu.
To właśnie ten element – trudny do uchwycenia, ale wyczuwalny – sprawił, że film Gibsona na trwałe zapisał się w zbiorowej pamięci. Nie tylko jako dzieło, lecz jako wydarzenie.
Kontynuacja od początku zapowiadała się jako projekt ambitny, ale też ryzykowny. Największe zaskoczenie przyszło wraz z decyzją o zmianie obsady. Jim Caviezel nie powróci do roli Jezusa – zastąpi go fiński aktor Jaakko Ohtonen. Z kolei w postać Maryi wcieli się Kasia Smutniak.
W świecie kina takie decyzje są czymś naturalnym. Ale tu nie chodzi wyłącznie o warsztat czy ekranową charyzmę. W przypadku historii tak silnie zakorzenionej w wierze widzowie zadają pytania wykraczające poza kryteria artystyczne.
Dyskusja bardzo szybko przeniosła się poza plan filmowy. W przestrzeni publicznej zaczęto przypominać wcześniejsze wypowiedzi i zaangażowania nowych aktorów. Kasia Smutniak była kojarzona m.in. z poparciem dla protestów proaborcyjnych w Polsce, co wywołało sprzeciw części środowisk konserwatywnych. Z kolei wokół Jaakko Ohtonena pojawiły się komentarze dotyczące jego aktywności w mediach społecznościowych i promocji LGBT.
Nie jest to jednak spór o sympatie czy poglądy w ich najprostszej formie. To raczej napięcie między tym, co prywatne, a tym, co symboliczne. Bo dla wielu odbiorców ekranowa obecność postaci takich jak Jezus czy Maryja niesie ze sobą ciężar, którego nie da się całkowicie oddzielić od osoby aktora.
Nowy projekt Gibsona trafia więc na grunt już przygotowany – ale też wyjątkowo wymagający. Pierwsza część była dla wielu czymś w rodzaju świadectwa. Naturalne jest więc, że wobec kontynuacji pojawia się oczekiwanie spójności nie tylko estetycznej, lecz także duchowej.
Z drugiej strony kino nigdy nie było przestrzenią jednorodną światopoglądowo. Rządzi się własną logiką: obecnością, talentem, siłą oddziaływania. I być może właśnie tutaj pojawia się najbardziej intrygujący wymiar tej produkcji.
Czy udział w takiej historii może być dla aktora czymś więcej niż rolą? Czy kontakt z opowieścią o zmartwychwstaniu – centralnym wydarzeniu chrześcijaństwa – ma potencjał wykraczający poza scenariusz i plan zdjęciowy?
Wokół „Zmartwychwstania Chrystusa” ścierają się dziś dwie perspektywy. Jedna pełna obaw o utratę autentyczności, druga – oparta na przekonaniu, że nie wszystko da się przewidzieć ani zamknąć w prostych ocenach.
Gibson, jak pokazała historia, nie tworzy filmów obojętnych. I wszystko wskazuje na to, że również tym razem nie będzie inaczej.


Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze