Lot, który miał być ratunkiem dla niemieckich obywateli przebywających na Bliskim Wschodzie, zakończył się niespodziewanym zwrotem akcji jeszcze w powietrzu. Samolot Lufthansy lecący do Rijadu z misją ewakuacyjną został zawrócony i skierowany do Kairu. Powodem były względy bezpieczeństwa.
Decyzja zapadła w trakcie lotu, po konsultacjach kapitana z centralą niemieckich linii lotniczych. Jak podkreślił prezes Lufthansy Carsten Spohr, w obecnej sytuacji geopolitycznej priorytet jest jeden. – Bezpieczeństwo jest najważniejsze – zaznaczył.
Maszyna nie poleci dalej do stolicy Arabii Saudyjskiej.
Spohr nie ukrywa, że podobnych decyzji może być w najbliższym czasie więcej. Sytuacja na Bliskim Wschodzie pozostaje napięta, a dynamicznie zmieniające się warunki bezpieczeństwa sprawiają, że planowanie lotów – zwłaszcza w operacjach ewakuacyjnych – staje się coraz trudniejsze.
Linie lotnicze oraz władze państwowe muszą reagować niemal na bieżąco, analizując informacje wywiadowcze i komunikaty dotyczące bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej.
Dzień wcześniej Niemcom udało się przeprowadzić pierwszą operację ewakuacyjną z regionu. W czwartek rano na lotnisku we Frankfurcie nad Menem wylądował Airbus A340-300 Lufthansy, który wystartował w nocy z Maskatu, stolicy Omanu.
Na pokładzie znajdowali się obywatele wymagający szczególnej opieki – dzieci, osoby chore oraz kobiety w ciąży. Samolot tego typu może zabrać do 279 pasażerów.
Jak poinformował minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul, w najbliższych dniach planowane są kolejne loty ewakuacyjne.
Ewakuacja z regionu nie jest jednak prosta. Wielu Niemców utknęło na Bliskim Wschodzie po tym, jak kilka państw zamknęło swoją przestrzeń powietrzną. Była to reakcja na atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran oraz późniejsze irańskie uderzenia odwetowe.
Ci, którym udało się opuścić najbardziej zagrożone obszary, musieli najpierw dotrzeć drogą lądową do Maskatu, skąd dopiero możliwy był transport lotniczy do Europy.
Według szacunków niemieckiego rządu w chwili wybuchu konfliktu między Iranem, USA i Izraelem w regionie przebywało około 30 tysięcy obywateli Niemiec. Wśród nich znalazło się również wielu turystów.
Około 10 tysięcy osób to klienci biura podróży TUI. Prezes firmy zapowiedział już rozpoczęcie operacji sprowadzania swoich klientów do kraju.
Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że powroty będą zależeć od jednego czynnika – sytuacji bezpieczeństwa nad jednym z najbardziej napiętych regionów świata.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze